| Kawaii da nee? ( @ 2008-10-27 18:52:00 |
| Current mood: | bored |
Coś nowego...
Ok, może czas na jakiś mniej emo-wpis? W każdym razie postaram się...
Byłam ostatnio u mojej ukochanej. Było świetnie, sam wyjazd i pobyt u niej opisałam na Devie. A tak poza tym, z nieco innej strony patrząc na sprawę... Tęsknie za nią. I każdego dnia mam ochotę rzucić te cholerną szkołę, spakować się i pojechać do niej. I być z nią już na zawsze. Bo ją kurde kocham, bo trudno mi jest bez niej, bo ona czuje to samo, bo tego chcemy. Obie.
Ale nie...nie zrobię tego. Wytrzymam. To tylko 2 lata i 8 miesięcy. Za ten czas napiszę maturkę, potem trochę czasu oczekiwania na wyniki, który to wykorzystam na pakowanie się, szukanie mieszkania, finanse itd itp. A potem wyjazd. A potem musi być cudnie. Musi. Bo będziemy razem, razem wszystko pokonamy.
Czy w to wierzę? Sama nie wiem. To bardziej nadzieja niż wiara. Chciałabym by nam wyszło, by wszystko się ułożyło. Zawsze strasznie się wszystkiego boję, ale pomimo strachu jakoś zazwyczaj prześlizguje się pomiędzy problemami i wychodzę mniej więcej na plus. Nie wiem czy to ślepy fart, czy moja własna zasługa. Pewnie to pierwsze. A zresztą, co za różnica... Kocham ją. Cholernie ją kocham. Jak nigdy nikogo. Do tej pory kochałam już mnóstwo osób i ta 'miłość' była mniej więcej bardzo podobna. Szybka, intensywna, zazwyczaj nieodwzajemniona (albo odwzajemniona, ale nie aż w tak ogromnym stopniu), krótka... Ale z Raician jest inaczej. Kiedyś jak z kimś byłam i ta osoba mnie wkurzyła, potrafiłam ją zwyzywać i rzucić, a potem wyśmiewać się z niej beztrosko zanim dotarło do mnie jak wielki błąd popełniłam. Teraz, nawet gdy jestem zła na Raician, nie umiem jej nienawidzić. Poobrażam się, popisze jakieś pierdoły, ale zawsze podkreślę to, że ją kocham i że chcę z nią być. Stała się celem mego istnienia. Nie chcę jej nigdy stracić. NIGDY.
Eh...i znów strasznie żałośnie to wszystko zabrzmiało! A nie miało!
Jutro szkoła...nie chcę iść. Boje się (jak zwykle) i mam lenia. Nie wiem co bardziej... Ale pójdę. I znów przekonam się, że wcale 'nie jest tak źle', że mój strach jak zwykle był przesadzony. Podniesie mnie to na duchu, będę miała kolejne fazy "wzniosłości", a potem w środę wieczorem znów będę płakać, że boje się w czwartek do szkoły iść. I tak ciągle. Eh...-_-
bored