<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<!-- If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/ -->
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:lj="http://www.livejournal.com">
  <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333</id>
  <title>Random person. Nothing more...</title>
  <subtitle>Kawaii da nee?</subtitle>
  <author>
    <name>Kawaii da nee?</name>
  </author>
  <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/"/>
  <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom"/>
  <updated>2008-12-28T13:45:37Z</updated>
  <lj:journal userid="14623910" username="nuri333" type="personal"/>
  <link rel="service.feed" type="application/x.atom+xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom" title="Random person. Nothing more..."/>
  <link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/"/>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:26735</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/26735.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=26735"/>
    <title>FRIENDS ONLY :3</title>
    <published>2008-12-28T13:45:21Z</published>
    <updated>2008-12-28T13:45:37Z</updated>
    <content type="html">&lt;center&gt;&lt;img src="http://img182.imageshack.us/img182/2682/friendsonlycopylo4.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;If you want to know me, read my LJ Profile! If you want to be-friend with me, write it here :3&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;To już tylko formalność, bo i tak ostatnio wszystkie wpisy chowam.&lt;/b&gt;&lt;/center&gt;&lt;/b&gt;&lt;/b&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:24262</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/24262.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=24262"/>
    <title>Tak bardzo chciałabym inaczej żyć!</title>
    <published>2008-12-10T19:05:45Z</published>
    <updated>2008-12-10T19:05:45Z</updated>
    <content type="html">Ja pragnę przygód hen, w szerokim świecie&lt;br /&gt;Choć trudno wam zrozumieć mnie...&lt;br /&gt;Świat wspaniały by się stał&lt;br /&gt;Gdyby ktoś to pojąć chciał&lt;br /&gt;Pragnę więcej niż los dać mi chce...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:22610</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/22610.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=22610"/>
    <title>LOST IT</title>
    <published>2008-12-01T15:35:47Z</published>
    <updated>2008-12-01T15:35:47Z</updated>
    <lj:music>Avril Lavigne - My Happy Ending</lj:music>
    <content type="html">Wyobraźcie sobie królestwo. Nawet ładne, niektórych potrafiło wręcz zachwycić. Wyobraźcie sobie, że królestwem rządzi wspaniały król. Królestwo słynie z dobroci, choć nie ze zbytniej odwagi w swych działaniach. Chętnie jednak pomaga innym królestwom i chce je wspierać naiwnie bezinteresownie. Wszystko jest w porządku... a przynajmniej tak wydaje się królowi. Rzeczywistość jednak nie jest tak piękna - inne królestwa wykorzystują to dobre i naiwne. "Skoro pomaga za darmo to trzeba wycisnąć z tego ile się da"... Doradcy króla zaczynają podszeptywać mu różne sposoby, działania które mogłyby uratować królestwo od ruiny. Król ich słucha i rzeczywiście wybawia królestwo. Wszystko znów wydaje się piękne i, tym razem, rzeczywiście takie jest. Niestety, król nie wierzy już w siłę dobroci i postanawia już zawsze polegać od doradców, uzależnia wszystko od ich decyzji. Doradcy, którym szybko władza miesza w głowach, podszpetują królowi coraz to okrutniejsze działania.&lt;br /&gt;Tak w skrócie można opisać degenerację człowieka, 'królestwa'. Gdy nasz mózg raz 'wywęszy' podstęp, już zawsze będzie go widział. Zaufanie bardzo trudno odbudować... a co jeśli ktoś stracił zaufanie do ludzi w ogóle? Zespół paranoiczny jak nic. A przynajmniej w moim wypadku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Justyna ciągle mi powtarza, że klasa stara się być dla mnie miła. "Nie widzisz tego? Ciągle do ciebie zagadują, uśmiechają się, chcą byś się z nimi zakumplowała, jesteś w końcu częścią ich klasy!" Ale ja tego nie chcę... Chciałam! Na początku chciałam! Ale raz mnie odrzucili i teraz zawsze gdy ich widzę, czuję się jakby się ze mnie śmiali, jakby chcieli mi coś zrobić... Ten ich wzrok, te gesty... Nienawidzę ich! Dlaczego oni mi to robią? Za co?&lt;br /&gt;Oni ci tego nie robią, Nuri... W tym cały problem...&lt;br /&gt;Super. Jest tak samo jak w gimnazjum. Tatiana próbowała mnie przekonać bym nie zmieniała szkoły. Mówiła, że oni tylko żartują, a na serio to bardzo mnie lubią. Nie wierzyłam jej... Nie wierzyłam nawet jak spotykałam ludzi z klasy na ulicy i mnie prosili bym została, pytali się o co mi chodzi... Bałam się ich. Cały czas się ich boję... I teraz tez się boję... Sama nie wiem czego, nie potrafię tego wytłumaczyć. Ale mam tak przy większości ludzi... Nie musze kogoś znać by się go bać, by mieć na jego punkcie obsesję. Wystarczy, że wmówię sobie, że chce mnie skrzywdzić. I wtedy już nic nie będzie w stanie mi wytłumaczyć, że tak nie jest... Dobrym przykładem jest ta cała "Lidzia". Nie znam jej właściwie. Napisałam z nią pare sms'ów, kilka razy przez nią popłakałam. I tyle. Ale nienawidzę jej... Mam wrażenie, że mnie prześladuje, robi wszystko specjalnie... I nie wiem dlaczego! Nic jej nie zrobiłam...&lt;br /&gt;Zabrałam jej Rai...&lt;br /&gt;Zrobiłam jej coś... I teraz się mści... Chciałabym się jej pozbyć... Wiem, że nie stać mnie na to... Ale kiedyś myślałam, że nie stać mnie na cięcie się. Tyle razy mówiłam, że to zrobię, że ludzie zaczęli już machać na to ręką. Wiedzieli, że się nie odważę.&lt;br /&gt;Odważyłam się...&lt;br /&gt;Udowodniłam im wszystkim. Ha! I co teraz? Nic. Byłam taka dzielna... taka dzielna... ale teraz cięcie się nie robi już wrażenia. Tnie się co druga osoba, dziecko 13-letnie się tnie, więc ja, stara krowa, mogłabym wymyślić coś oryginalniejszego. Coś co zagięłoby ich wszystkich... A potem pytaliby się 'dlaczego'... A ja byłabym z siebie taka dumna... I znów byłabym taka odważna... taka dzielna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja piszę...? Nie chcę tego. Przecież tego nie chcę...prawda? No przecież jasne, że nie! Głupia...tylko w takim razie...dlaczego to wszystko napisałam? Dlaczego co jakiś czas planuję kupno noża, co określony czas nachodzi mnie myśl by spróbować kogoś skrzywdzić? Nigdy tego nie zrobiłam fizycznie. To takie dziwne, fascynujące, tajemnicze wręcz... Wystarczyłoby tylko... Co mnie powstrzymuje? Ah, ta moja dobroć skrzywdzonego serca... Mogę pragnąć zemsty, ale jestem na nią za delikatna.&lt;br /&gt;Władczyni lalek...&lt;br /&gt;Tia, zawsze lubiłam zawód nekromantki z w grach. Nie brudzisz sobie rąk - robią to za ciebie martwe stwory. Mogłabym stać i patrzeć jak ktoś zabija. Bałabym się go powstrzymać, bałabym się pomóc. Tylko bym stała i patrzyła... A potem przez resztę życia bym to wspominała z uśmiechem na twarzy i obłędem w oczach.&lt;br /&gt;Bo byłam taka dzielna... Ja - mała beksa. Taka dzielna... I siostra mogłaby być ze mnie dumna... I mama i tata... I wszyscy... Wszyscy byliby strasznie dumni... I już nie odważyliby się mnie do nikogo porównywać... Trudno jest wytykać komuś błędy jak się nie ma języka, co nee?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tak ciemno... Powinnam zapalić światła, bo zaraz chyba się zajebie. To wszystko wokół mnie... Oglądam stanowczo za dużo horrorów. I później się dziecko dziwi, że widzi coś w łazience, pod łóżkiem, pod biurkiem, za oknem...w kuchni też... i nikogo nie ma...i nikt nie pomoże...&lt;br /&gt;Śmieje się. Ze strachu chyba. I z tego jakie głupoty tu wypisuję. A potem wiadomo-kto to przeczyta i znów usłyszę 'baka'.&lt;br /&gt;Wiem.. jestem głupia i beznadziejna. I zakochana do szaleństwa.&lt;br /&gt;A jej nie ma...i nie pisze...bo jej nie ma...a jak będzie to pewnie nie odpisze...a jak odpisze to nie będzie o czym gadać...a jak będzie o czym gadać to czas za szybko minie...a jak minie to ona pójdzie...a jak pójdzie to będę znów sama...i tak w kółko, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. A za miesiąc ją zobacze. A za miesiąc i dzień ją pożegnam. I znów będę płakała. Ale wczesniej popłaczę sobie trochę przez ten miesiąc.&lt;br /&gt;Dzień w dzień. Tydzień w tydzień.&lt;br /&gt;A za godzinę będę się śmiała. A potem będę grała. A potem może z nią pogadam. A potem będę znów ryczeć. A potem będę zła. A potem zasnę...&lt;br /&gt;"...wyjątkowo bardzo, bardzo wcześnie. Może umrę we śnie? Umrę we śnie..."&lt;br /&gt;Nie chcę umierać. Już nie. Od 5 miesięcy nie chcę. Ale przez to dostałam na tym punkcie jeszcze gorszej obsesji niż na punkcie Rai. &lt;br /&gt;A co jeśli, w końcu wypadki się zdarzają, nawet bym nie wiedziała, przecież wszystkim można się zabić, wszystkim, wszystkim, zawsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Normalnie schiz. Pocieszające jest to, że nie będę taka jak teraz przez całe życie. Napewno się zmienię, to część mego życia. I jeszcze zaskoczę siebie i innych, nie raz nie dwa. Pytanie brzmi: czy będzie to, jak przedtem, zmiana na gorsze? &lt;br /&gt;Chcę zapuścić włosy. Chce być znów próżna, by mym jedynym problemem było uczesanie się czy pomalowanie paznokci. Życie było takie proste. Takie dziecinnie proste...&lt;br /&gt;Zarazem boje się wszelkich zmian. Boje się, bo zmieniam się co 5 minut. I minęło wiele czasu odkąd taka zmiana mnie ucieszyła. A może nigdy nie zmieniłam się na lepsze? To by wyjaśniało dlaczego tego nie pamiętam.&lt;br /&gt;Mam zaniki...&lt;br /&gt;Taa, chyba mózgu. Kiedyś byłam taka zdolna. A raczej uważałam, że jestem. Mogłam być brzydka i nudna, ale z nauką problemów nie miałam. 15 minut na wykucie całego zeszytu. Wiedza, którą wystarczy chwilę powtórzyć i pozostaje do końca życia. Te piątki, pochwały, za coś to miałam... I ta matma, która zawsze była logiczna i dziecinnie prosta. I ta chemia, którą uważałam za prostacką. I ta fizyka - tylko pare wzorów i nie ma problemu. Albo historia... najciekawsza opowieść, bo prawdziwa. Polski? Nic wielkiego. 'Języki' tym bardziej. Każde słowo można z czymś sobie skojarzyć. Geografia? Niby nie mam pojęcia o mapie, ale gdy zgubiłam się z siostrami w Szwecji, to ja odnalazłam drogę powrotną.&lt;br /&gt;To takie...durne. Czasami, przed klasówką, pouczę się 5 minut i zaliczam najlepiej z klasy. Ludzie mnie chwalą i potrafię na bardzo krótką chwilę zapomnieć o swojej beznadziejności, czuję że jednak coś tam potrafię, gdy chcę. A potem wracam do domu i słyszę od moich najbliższych "Też to miałam, przecież to takie łatwe! Tylko kretyn by tego nie umiał. Nie mów mi, że ty się tego w ogóle uczyć musiałaś..."&lt;br /&gt;Hipokryci... Jebani hipokryci... Następnym razem jak powiecie mi "nie pierdol", gdy ja zemowana będę wytykać sobie każdy błąd...zaśmieję się wam w twarz. &lt;br /&gt;Wiem, że jestem głupia. Wiem to. Wiem, że jestem brzydka. Wiem to. A wy nie pozwolicie mi o tym zapomnieć. Dziękuje wam za to, moi drodzy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przejmować się. Jeśli ktokolwiek to w ogóle czyta... Przeżyję. Ja jedna przeżyję jeszcze was wszystkich!</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:22325</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/22325.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=22325"/>
    <title>Spotkanie...</title>
    <published>2008-11-30T15:37:42Z</published>
    <updated>2008-11-30T15:37:42Z</updated>
    <lj:music>Polar Express - Believe</lj:music>
    <content type="html">Jak opisać ten dzień? Nawet nie wiem jak zacząć... więc może zacznę od początku.&lt;br /&gt;Miałam dziś okropny sen... Śniło mi się, że moja matka miała ogromne, proste rozcięcie od krtani do pępka przez które widać jej było wszystkie wnętrzności, ale z którego nie leciała żadna krew. Paliła papierosa i tłumaczyła mi, że dzięki temu rozcięciu dym z papierosa wylatuje z jej ciała i nie zatruwa jej płuc. A ja płakałam, przerażona widokiem i zupełnie jej nie słuchałam. Na szczęście, to był tylko sen...&lt;br /&gt;Ok 11 wyszłam z domu i pojechałam do Arkadii, bo umówiłam się na spotkanie z moją prababcią Basią (na którą po prostu mówię 'babciu') i babcią Elą, która przyjechała do Polski (ze Szwecji) na kilka tygodni i będzie wracać do domu 5 grudnia. I znów nie zobacze jej przez pół roku, choć to moja ukochana babcia... Pierwszym co zrobiłyśmy było pójście do Street'a na obiad. Tak jak staram się na siłę polubić wiśnie, tak mi to za cholerę wyjść nie chce. Wiśnie są fetyszowe! Ale obrzydliwe w smaku... I dlatego też mój obiad - naleśniki z wiśniami - w większości pozostał nietknięty... Potem był Empik i zakup mojego wymarzonego kalendarza z Johnnym Deppem! Zawsze pragnęłam mieć taki kalendarz, ale nigdy go jakoś nie kupowałam w końcu... I tym razem było inaczej! Zadowolona jak nigdy połaziłam trochę z babciami gadając głównie o jakiś pierdołach, czy jedzeniu itp. Później były lodu Grycana i kawa w Coffe Heaven (moja ulubiona!) i właśnie w CH rozsiadłyśmy się na dłużej. Przypadkiem zeszło na temat Pelnika, naszego szczególnego miejsca. Cała moja rodzina jest mocno związana z tym miejscem, a właściwie z tą dechami zabitą wiochą, bo inaczej tego nazwać nie można... Nie wiem kiedy to się zaczęło. Mój ojciec z bratem jeździli tam co roku jako dzieci. Gdy dorośli, jeździli tam z żonami. Ja pojechałam tam po raz pierwszy mając ledwo 2 miesiące! I od tamtej pory w każde wakacje cały miesiąc spędzałam w Pelniku! Tam nauczyłam się chodzić, pływać i jeździć na rowerze! Tam spędziłam wszystko co kojarzy mi się z moim dzieciństwem. Okres od września do lipca był okresem pustym w życiu. Najlepsze zaczynało się w Sierpniu właśnie w tej, jakby się wydawało, nudnej wiosce. Nie było tam NIC. Dosłownie NIC. Ok, jeden maleńki sklepik, kilka rozpadających się chatek i zasyfione jeziorko. Ah! I las, tak zarośnięty, że aż nie da się tego opisać! A jednak dla trzech dzieciaków, każde inne, było to miejsce-raj. Pamiętam wszystko jak dziś! Te akcje jak Dominika wpadła do wody i uciekała przed Łabędziami! Albo ognisko z Żebrowskim, który dawał nam potem autografy, choć nie miałyśmy z siostrami pojęcia kim był! Albo nocne podchody z latarkami, czy wykopywanie "jaskiń" (czy.t dziur) w piaskowej ściance. Bieganie po łąkach, jeźdżenie na koniach, a wieczorem haftowanie i czytanie lektur na głos. Z rana przy śniadaniu oglądanie "Zbuntowanego Anioła", potem podśpiewywanie "Powedz" Ich Troje, czy "Agnieszki" Łez. Te akcje z próbą porwania psa z Tartaku (bo taki biedny, uwięziony był!) czy robieniem masek z kartek papieru by ukryć się przed rozzłoszczonym właścicielem 'uwięzionego' psiaka. Albo te zabawy w 'pieski', gdzie ja i Doma udawałyśmy psiaki, a Wera naszą właścicielkę. Ja zawsze byłam dalmatyńczykiem, takim jak z tej bajki Disneya! A Dominika zawsze chciała być tą suczką z "Zakochanego Kundla". Albo, gdy jeżdżąc po lesie z babcią zbierającą grzyby udawałyśmy, że nasze rowery to konie - klepałyśmy je po ramie, nazywałyśmy, chwaliłyśmy się który 'koń' jest najszybszy, który najładniejszy czy który potrafi 'stanąć dęba'. Albo jak ja z Domą, u ciotki Hanki na polu, udawałyśmy zaczarowane konie, a Weronika była czarownicą! Kazała nam wejść do strasznie głębokiej, wysuszonej studni. Obsypała nas piachem i zielskiem, wypowiedziała zaklęcie i wychodziłyśmy wtedy z niej po drabince i biegałyśmy jak dwie idiotki obok krów i 'brykałyśmy', powtarzałyśmy do znudzenia "prrr!" i miałyśmy radochę jak nigdy. A Wera się obrażała, bo nie chciałyśmy jej słuchać...ale, ej! Byłyśmy niepokornymi końmi! Magicznymi! Skoro nas już wyczarowała to nie jest dłużej potrzebna! Albo jak bawiłyśmy się w wodzie, skakałyśmy na różne sposoby z 'wieżyczki' (rozlatującej się drabinki na którą się wspinało i skakało z niej do wody). Albo jak jeździłiśmy co tydzień do pobliskiego miasta na zakupy i na te najlepsze lody na świecie! I wysyłałyśmy mase kartek i kupowałyśmy zawsze dużo pierdółek-pamiątek, co roku tych samych "bo były ładne". O tak...TO były czasy! Po tym całym wspominaniu nadszedł czas by się zbierać do domu. Pożegnałam się z babciami i zamyślona wsiadłam do mojego autobusu. Całą drogę zastanawiałam się nad tym wszystkim... Czas, gdy byłam 'perełką rodziny'. Roześmiana, słodka, ciekawa życia! Uwielbiałam się bawić...i zmywać! Zawsze babcia chwaliła mnie, że tak jej pomagałam, a ja lubiłam sprawiać jej przyjemność, więc chętnie to robiłam. Taka ot, naiwna, urocza, bystra, choć zarazem zapominalska i rozkojarzona dziewczynka. Kiedy się zmieniłam? Sęk w tym, że chyba nigdy...&lt;br /&gt;Okres mojej ogromnej zmiany nastąpił z początkiem gimnazjum. Ale z drugiej strony... myślę, że w głębi duszy wciąż jestem tą samą, słodką dziewczynką, którą kiedyś byłam. Tylko po prostu zbyt wiele razy mnie zraniono i nauczyłam się zgrywać twardą, bo jakoś trzeba iść przez to życie. Kiedyś, gdy upadałam, od razu zaczynałam płakać i wyciągałam rączki by ktoś pomógł mi wstać. Teraz, gdy upadnę, zaciskam zęby i wstaję sama. Idę przed siebie i płaczę dopiero, gdy dojdę do celu. Bywa, co nee? Jakoś radzić sobie trzeba. Jestem sierotą, ale nie każdy musi to wiedzieć, choć przekonana jestem, że i tak widać to na kilometr. Ode mnie bije taka strasznie specyficzna aura, silne emocje, które na codzień chowam pod gburowatą miną i ciętymi komentarzami. Wszystko to znika, gdy mam okazję porozmawiać z kimś sam-na-sam. Nuri...cała ja. Nie da się mnie streścić w dwóch słowach. Mogłabym napisać książkę, ale tylko bym w niej naplątała, bo co chwila zmieniam zdanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak z relacji ze spotkania przeszłam przez wspominki, aż do rozmyślań na temat mojej osoby. Śmieszne. Urocze? Chciałabym móc znowu być tak beztroska i urocza jak kiedyś. Ale, niestetu, wiem, że ten świat jest zbyt szorstki na tak niewinną duszę. Tak delikatną, że każdy najmniejszy gest czy słowo ranią niczym ostrze noża przeszywającego me delikatne serce.&lt;br /&gt;"Naucz się żyć. Idąc ulicą nie garb się, miej głowe uniesioną wysoko, pewnie, ale zarazem nie zadartą do góry by nie wyglądać na zadufaną w sobie. I, do cholery, nie bój się upaść."&lt;br /&gt;Tak mniej więcej poradziła mi kiedyś siostra. Mój wzór, moja idolka. Skrycie zawsze jej zazdrościłam, zawsze mi imponowała, ale zarazem nienawidziłam jej każdego krzyku na mnie, każdej krytyki. Czy jest ze mnie teraz dumna? Ze swojej młodszej siostrzyczki, która za wszelką cenę chciała dorosnąć...ale chyba troszkę się jej to nie udało...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze chciałam być śliczna. Chciałam wiele rzeczy. Ale, pomimo tego co zawsze mówię, za nic nie chciałabym teraz zmieniać mojego życia. To żałosne, wiem. Ale lubię moją melancholię, nawet doły. Są męczące i doprowadzają mnie do szału czy apatii. Ale to część mego życia. A od niedawna, częścią mego życia jest też Rai. Biedna, bo mam na jej punkcie prawdziwą obsesję, maniakalną wręcz. Z miłości. Z chorej, niepohamowanej niczym miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz... To właściwie nie wiem co napisać, bo straciłam wątek. I chyba się zaczęłam nudzić. A w ogóle to nie wiem o co łazi. Cóż... Bywa!</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:22097</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/22097.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=22097"/>
    <title>Tak mnie jakoś wzięło...</title>
    <published>2008-11-28T07:58:39Z</published>
    <updated>2008-11-28T07:58:39Z</updated>
    <content type="html">Szukałam zdjęć by pokazać Justysi jak wyglądałam te kilka lat temu, gdy nie ubierałam się jeszcze na czarno... A trafiłam na list o którym zupełnie zapomniałam. Ten pierwszy, który wysłała mi Rai. Nie mam pojęcia dlaczego nie schowałam go do pamiętnika, ale właśnie przez to, że tego NIE zrobiłam, leżał cały czas w szufladzie skazany na zapomnienie... Cóż, naprawiłam ten błąd i już go schowałam, a wcześniej dla przyjemności poczytałam. I się prawie rozryczałam...&lt;br /&gt;Ok, ja to serio mam jakieś problemy emocjonalne, płacze przez list! Ale to co tam napisała... Chcę zaznaczyć, że nie były to 'złe' łzy. To były łzy szczęścia. Nie będę cytować tego listu, bo po co? Jedyną rzeczą o której mi w nim napisała i którą tu przytoczę był fakt, że "w czasie pisania tego listu rzuciła się na dzwoniący telefon z nadzieją, że to sms ode mnie".&lt;br /&gt;Zawsze uważałam się za tło dla innych ludzi... Dla mnie to normalne, że cały czas myślę o ukochanej osobie, piszę do niej listy czy smsy, wspominam każdą wspólną chwilę, przechowuję byle drobiazg jaki od niej dostanę. To wszystko ma dla mnie ogromne znaczenie, jestem jak jeden wielki ołtarzyk na Jej cześć. Kocham ją i wszystko co związane z jej osobą jest dla mnie bezcenne. Ale zarazem nie umiem wyobrazić sobie, że ktoś, ktokolwiek mógłby choć w połowie zachowywać się i czuć to samo do mnie. Przecież jestem taka beznadziejna, naiwnie byłoby mieć choć nadzieję na to, że kogoś może ucieszyć sms ode mnie, nie wspominając już o 'rzucaniu się na telefon' byle tylko móc go przeczytać... I nawet jeśli tak rzeczywiście było... Prawdopodobnie już tak nie jest. Szczerze? Nie wyobrażam sobie jej uśmiechającej się na myśl o mnie, czytającej z zadowoleniem (a nie np irytacją) kolejnego smsa czy list, czy w ogóle jakkolwiek przejmującą się moją osobą w jakimś pozytywnym sensie... Czasem mi to mówi, że uśmiecha się, że kocha... Ale ja czuję takie ukłucie w sercu. To brzmi tak fałszywie... Tzn ok, wiem, że mnie kocha. Ale znam ją i dawno pogodziłam się z tym, że ona nigdy nie będzie tak silnie okazywać mi swoich uczuć jak ja to robię. Gdy wyobrażam sobie nas obie, zawsze wyobrażam sobie, że siedzimy blisko siebie - ona coś czyta, jest zajęta swoimi sprawami, a ja wtulam się w nią po czym idę coś zjeść, gdy mi się to znudzi. Codzienność. W momemncie, gdy czytam/słyszę, że mogłoby być inaczej... Czuje się oszukana w pewnym sensie. To miłe usłyszeć, że ktoś np dzwoniłby do mnie, gdybym wylądowała w szpitalu. Ale zarazem wiem, że tak by nie było. I czuje się chyba zawiedziona...&lt;br /&gt;Ale jakoś to będzie, niu. Jakoś będzie. Niezwykłe jest to, że jestem z nią ponad 5 miesięcy i choć było już wiele trudnych sytuacji to mimo wszystko NIGDY nie pomyślałam ani przez chwilę, że nie chciałabym z nią być. Owszem, co jakiś czas mam napad, że powinna mnie rzucić, bo ja nie zasługuję na nią i byłaby szczęśliwsza beze mnie. Ale nie umiem stać przy tym twierdzeniu, bo, egoistycznie, chciałabym być z nią jak najdłużej...&lt;br /&gt;Kocham ją... Nie jest idealnie, ale to bardzo dobrze! W żadnym związku nie jest zawsze super itd. I najważniejsze jest to by nawet, gdy super nie jest, potrafić sobie z tym poradzić i dalej być ze sobą. A nam jak na razie wychodzi to świetnie. I oby tak dalej...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:21921</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/21921.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=21921"/>
    <title>Takie tam...</title>
    <published>2008-11-27T13:25:44Z</published>
    <updated>2008-11-27T13:25:44Z</updated>
    <lj:music>Hoobastank - The Reason</lj:music>
    <content type="html">I'm not a perfect person. There are many things I wish I didn't do&lt;br /&gt;But I continue learning. I never meant to do those things to You&lt;br /&gt;And so I have to say before I go, that I just want You to know&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I've found a reason for me, to change who I used to be &lt;br /&gt;A reason to start over new, and the reason is You &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;I'm sorry that I hurt You, It's something I must live with everyday&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;And all the pain I put You through, I wish that I could take it all away &lt;br /&gt;And be the one who catches all Your tears, thats why I need You to hear &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I'm not a perfect person, I never meant to do those things to You &lt;br /&gt;And so I have to say before I go, that I just want You to know &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I've found a reason for me, to change who I used to be &lt;br /&gt;A reason to start over new, and the reason is You &lt;br /&gt;I've found a reason to show a side of me You didn't know &lt;br /&gt;A reason for all that I do, and the reason is You&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle razy słuchałam już tej piosenki... A dopiero niedawno nabrała dla mnie prawdziwego znaczenia. Dziwne, co nee? Ktoś mądry powiedział mi ostatnio, że jedyne co możemy w życiu zrobić, to spróbować jak najlepiej wykorzystać czas nam podarowany. Nie wiemy ile nam go pozostało i dlatego powinniśmy łapać każdą chwilę. Nnawet jeśli czasem wydaje nam się, że już nie warto...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:21652</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/21652.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=21652"/>
    <title>Środowisko?</title>
    <published>2008-11-26T11:29:36Z</published>
    <updated>2008-11-26T11:30:50Z</updated>
    <content type="html">Neh... Czasami żałuję, że nie jestem z kimś z mojego miasta, najlepiej z Targówka. Może nie czułabym się jak taki totalny wrzut na tyłku co to się wszystkiego czepia. Dla mnie naturalne są pewne rzeczy i pewnych rzeczy wymagam. Późniejsze komentarze co do mojej osoby są troche 'nie na miejscu', ale whatever. Wiem, że mam rację, bo popierają mnie inni ludzie. Ale na tej racji się skończy i to ja będę musiała się jak zwykle przystosować do innych, a nie na odwrót. W końcu to ja chcę zmienić tzw 'środowisko'. Coraz bardziej się boję tego miasta... Jest zupełnie inne od Warszawy, choć to niby różnica tylko 'kilku' kilometrów i to wciąż ten sam kraj...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak dodatkowo: Niecierpię Sopotu. Jest ładnym miejscem, ale, oh, z pewnością nie 'centrum świata'. I tak myślę, że chyba czas zacząć powolutku, powoluteńku, ale jednak OD-uzależniać się od internetu. Może w ten sposób uda mi się uciec od paru osób i przestać zawracać sobie nimi głowę.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:21420</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/21420.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=21420"/>
    <title>Rozmowa...</title>
    <published>2008-11-25T15:39:34Z</published>
    <updated>2008-11-25T15:39:34Z</updated>
    <content type="html">"Ona cię wykorzystuje, bawi się tobą, ten związek długo nie przetrwa"...&lt;br /&gt;Już tyle razy to słyszałam od różnych osób. Może i mają rację... Ale nie chcę w to wierzyć. Kocham ją. I tylko to się liczy.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:21129</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/21129.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=21129"/>
    <title>Coś nowego?</title>
    <published>2008-11-22T00:55:54Z</published>
    <updated>2008-11-22T00:55:54Z</updated>
    <content type="html">Zauważyłam dziś, że ostatnio jakoś mało płaczę. Ostatnio w sensie tygodnia, czy dwóch. To aż dziwne, bo przywykłam do tego, że załamuje mnie byle drobnostka... Ale ostatnio czuję w sobie jakoś więcej siły. Rai mi ją dała. I choć czasem jest gorzej, czasem lepiej, ogólnie myślę, że wychodzę jako-tako na prostą. Wszystko zmieniło to co zrobiła. Taka 'terapia szokowa' dla mojego organizmu zaowocowała ogromną motywacją. Nie chcę by musiała cierpieć, chociaż wiem, że sama często ją ranię...&lt;br /&gt;Dziś znowu coś jej pierdolilam nad łbem. Nie pamiętam o co mi chodziło. Za którymś razem po prostu zapomniałam co chciałam jej odpisać. I o co mi łaziło. I przeszła mi cała złość/zmęczenie/zirytowanie/rozpacz. I pozostało tylko poczucie winy...&lt;br /&gt;Czasem... A nawet nie czasem tylko zazwyczaj, pierdolę straszne głupoty. Potem jest mi wstyd, czuje się jakby ktoś inny to wszystko pisał/mówił podszywając się pode mnie. Z drugiej strony, gdy mam doła, świat jest taki czarny i okrutny... Nie potrafię wtedy przypomnieć sobie żadnych 'dobrych stron'. Nie pamiętam wtedy, że ktoś na tym świecie mnie kocha...&lt;br /&gt;To strasznie męczące, nie tylko dla mnie, ale też dla całego otoczenia. I ten strach... Boje się znów 'przekroczyć granice', znów stracić panowanie nad sobą, zranić ją i...&lt;br /&gt;Jak mam nauczyć ją z tym żyć? Sama jakoś radzę sobię z moją 'wesołą gromadką osobowości', gorzej przyjmują to ludzie, którzy są 'skazani' na moje towarzystwo. Chciałabym by wiedziała, że to co mówię w chwilach słabości to jedna, ogromna pretensja do całego świata. Nienawidzę wtedy słońca za to że świeci, deszczu za to że pada. Potem to wszystko mi mija i znów jestem 'sobą'. Wszystkimi moimi Ja naraz, oraz każdym z osobna. A ta złośnica, ta której jeszcze imienia nie nadałam, ona mnie kiedyś pogrąży. Nie pozbędę się jej, to cząstka mnie. Już na zawsze. Jest wszystkim czym chciałam być, odzwierciedleniem mojej siostry... Ale już nie chcę być Weroniką. Od kilku dni nad tym nieustannie myślę: tak po prawdzie, cokolwiek bym kiedykolwiek ne mówiła, w głębi serca nie chcę już męża, domu, dzieci... Może nigdy nie chciałam ich mieć? Na filmach to zawsze tak fajnie wygląda... Poza tym lubię wymyślać imiona, kupować zabawki... Ale z drugiej strony mogę wymyślać je moim pluszankom, zabawki kupować kuzynowi (choć ostatnio na nic nie mam pieniędzy JAK ZWYKLE...).&lt;br /&gt;Chciałabym móc budzić się przy Niej. Pić kawę oglądając jakiś poranny program. Wychodzić na wykłady, a w drodze powrotnej do domu, móc wstąpić na zapiekankę. Potem opowiadać wszystko mojemu skarbowi, razem się uczyć. Jeść wspólny obiad, spędzać wieczór blisko siebie. Ja mogłabym w coś grać, zarazem wtulona w jej ramię. Ona czytałaby jakąś książkę, jedną z wielu, które posiada.&lt;br /&gt;I byłoby tak cudnie...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:20921</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/20921.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=20921"/>
    <title>Morning sun ./'</title>
    <published>2008-11-18T22:52:53Z</published>
    <updated>2008-11-18T22:52:53Z</updated>
    <content type="html">Olać tytuł, nie stać mnie na nic oryginalniejszego. O czym to ja... Ah, tak! Dziś w czasie drogi do szkoły naszło mnie na wspominki "jak to było w tym trzecim gimie", oraz "jak mi tęskno za Robertem"... A to wszystko wina tej parszywej piosenki! "I can't help falling in love with you", słuchałam tego zawsze gdy byłam w szkole na przerwach i wgapiałam się w Niego. Uczucie tak niezwykłe, które czułam po raz pierwszy... Choć nie ostatni.&lt;br /&gt;Teraz czuję się podobnie, gdy jestem przy Rai. Chociaż zarazem jest jakoś inaczej... Do Roberta wzdychałam, byłam zauroczoną marzycielką... Do Rai nie muszę, w końcu jesteśmy razem, co nee? Chociaż przyznam, że gdy powie mi czasem coś miłego, zbliży się lub coś w ten deseń, ja jak głupia rumienie się i zaczynam wszystkiemu zaprzeczać. Nie umiem się przyznać, że jestem szczęśliwa. Czuje się głupio, staram się na siłę hamować uśmiech. Nuri to w końcu ponurak. Dlaczego? Bo ze śmiechem mi nie do twarzy. Dlatego nie uśmiecham się lub zakrywam twarz. Ze wstydu...&lt;br /&gt;A lubię tego słuchać. Lubię Jej słuchać i tego co mi mówi, opowiada, śpiewa... Czy żałuję, że nie wyszło mi z Robertem? Nie. Teraz lepiej niż kiedykolwiek widzę, że choć mam swój wymarzony ideał, to w rzeczywistości nie wytrzymałabym z takim nawet tygodnia. Ideały są fajne dopóki pozostają idealne. W czasie trwania związku powoli odkrywamy wady partnerów i uczymy się je znosić, czy nawet lubić! Ideał z wadami to nie ideał i chociażby dlatego nic by z tego nie wyszło. Najlepiej się nie zastanawiać, nie szukać, tylko cierpliwie poczekać. Czekałam 18 lat by móc z nią być. A co mi tam, zaczekam jeszcze te 3 by rozpocząć z nią wspólne życie na własnym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oh, tak... Zdaję sobie sprawę, że będzie nam ciężko. Najcięższe będą te lata, szczególnie druga klasa. W trzeciej już maturka itd, będzie za dużo roboty i stresów by o tym myśleć. Ale mój najgorszy 'spad' jak na razie minął. Czuje się lepiej, mam siłę by zacząć się starać. Myślę, że mam jeszcze szansę się ogarnąć i zdać ten semestr. Było ciężko już od samego początku: brak motywacji, a gdy już pojawiła się jakaś to szybko zmieniła się w czynnik powodujący u mnie silne zniecierpliwienie. "Bo to aż 3 lata!".&lt;br /&gt;To tylko 3 lata... Wiem to, wiem. I teraz nie mogę tylko o tym zapomnieć...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:20726</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/20726.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=20726"/>
    <title>Rodzina...</title>
    <published>2008-11-15T18:51:26Z</published>
    <updated>2008-11-15T18:51:26Z</updated>
    <content type="html">Kiedyś, gdy już wyjadę z tego cholernego miasta i zamieszkam 'na własnym', nie podam mojego adresu NIKOMU z mojej rodziny... Ani rodzicom, ani nikomu. To samo z telefonem! Co najwyżej komórkowy matce i ojcu "żeby nie było"... Nie będę przyjeżdżała i nikt nie będzie mnie odwiedzał. Oderwę sobie kawałek mięsa, ciała, które popularnie nazywamy 'rodziną' i choćby mnie to miało zabić, nie dam go sobie ponownie przyszyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę ich śmierci. Łączy mnie z nimi tylko sentyment i strach. Strach przed tym, że po czyimś (z rodzinki) odejściu mogę nagle zatęsknić... Ten akurat lęk jest uzasadniony! Wiele razy, gdy wyjeżdżali rodzice czy gdy długo nie widziałam się z moją rodziną, zaczynałam tęsknić. Złe wspomnienia zacierały się, a na wierzch wychodziły te radosne. Wystarczyła jednak chwila bym przypominała sobie jak ich nienawidzę. I tak też było dzisiaj...&lt;br /&gt;Z mojej rodziny kocham, mocno i zawsze, tylko babcię. O ironio, tę która do polski zawituje ledwo na 2-3 tygodnie co pół roku, bo na stałe zamieszkała w Szwecji. Kocham też matkę, choć jest wkurwiająca jak diabli. Z niej to jest taki Dei, ale bez charakterystycznej słodyczy, optymizmu, radości, chęci do życia. Taki zmarnowany, apatyczny, łatwo wkurzający się Dei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy już wyjadę, nie będę przyjeżdżała do rodziny nawet na święta. A jeśli razu któregoś zatęsknię, to odwiedzę ich na dzień czy dwa, przypomnę sobie jak sztuczni i okrutni są ci ludzi, po czym wrócę do domu i postanowię sobie 'nigdy więcej'. Jeśli Rai będzie chciała odwiedzać swoją rodzinę czy spędzać z nimi święta itd to proszę bardzo. Nie chcę poznawać jej rodziny. Wystarczyło mi poznać jej rodziców, wolę nie brnąć w to dalej. Wiem, że to będzie mi trudno, szczególnie w dni, które zawsze się spędzało na wspólnym obiedzie. Gwiazdka będzie najgorsza. Wiem to... Ale z czasem chyba się do tego przyzwyczaję. Nauczę się nie obchodzić żadnych 'szczególnych' okazji. Ew jakoś kameralnie z Rai, jeśli nabierze ją na to nagle ochota, choć szczerze w to wątpie.&lt;br /&gt;Będziemy mieć swój własny świat... I będę w tym świecie czekać na nią cierpliwie za każdym razem jak zechce wyjść 'na zewnątrz'. Bo ja, przynajmniej w kwestii rodzinnej, nie będę tego potrzebowała...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:20144</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/20144.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=20144"/>
    <title>13, moja liczba...</title>
    <published>2008-11-11T00:04:39Z</published>
    <updated>2008-11-11T00:04:39Z</updated>
    <content type="html">&amp;nbsp;Jestem kurwa śmieciem i niczym poza tym! Gadajcie co chcecie, nic nie zmieni tego co dziś jej zrobiłam. Jak ją skrzywdziłam...&lt;br /&gt;Od dziś będę się karać każdym oddechem i już nigdy słowa złego jej nie powiem. NIGDY. Aż się kurwa nauczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13...tyle na dziś, zobaczymy ile dojdzie jutro.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:19824</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/19824.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=19824"/>
    <title>'Czwórka', czyli Nuri.</title>
    <published>2008-11-09T02:56:20Z</published>
    <updated>2008-11-09T03:11:07Z</updated>
    <content type="html">&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Zapraszam zainteresowanych na enneagram.pl gdzie po rozwiązaniu testu można dowiedzieć się czegoś o sobie... Pewnie nie u każdego to się sprawdzi, choć powinno, ale u mnie ku memu wielkiemu sprawdziło się w BARDZO dużym stopniu. Chociaż zgadzam się niemal ze wszystkim co pisze pod spodem, najważniejsze (dla mnie) rzeczy zaznaczyłam kolorem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 204, 255); "&gt;&lt;b&gt;Czw&amp;oacute;rka w skr&amp;oacute;cie:&lt;br /&gt;Tragiczny romantyk, ma bardzo wrażliwe odczucia i emocje, jest wrażliwy, czuły, spostrzegawczy.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;&lt;b&gt;Jak postępować ze mną:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- praw mi dużo komplement&amp;oacute;w. Wiele dla mnie znaczą&lt;br /&gt;- wspieraj mnie jako przyjaciel i partner. Pom&amp;oacute;ż mi kochać i doceniać siebie&lt;br /&gt;- szanuj mnie za m&amp;oacute;j wyjątkowy dar widzenia i moją intuicję&lt;br /&gt;- mimo, że nie zawsze lubię gdy się mnie pociesza gdy mam melancholijny nastr&amp;oacute;j, to jednak ktoś m&amp;oacute;głby mnie trochę rozweselić&lt;br /&gt;- nie m&amp;oacute;w mi, że jestem przewraźliwiona lub zbyt przeczulona!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&lt;b&gt;Co lubię w byciu czw&amp;oacute;rką:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- umiejętność znajdywania sensu życia i doświadczania emocji na głębokim poziomie&lt;br /&gt;- umiejętność nawiązania ciepłych i głębokich relacji z innymi&lt;br /&gt;- moja kreatywność, intuicja i poczucie humoru&lt;br /&gt;- bycie wyjątkową i bycie sporzestrzeganym jako wyjątkowa&lt;br /&gt;- łatwość odczuwania nastroj&amp;oacute;w innych ludzi&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Co jest trudne w byciu czw&amp;oacute;rką:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- doświadczanie mrocznych nastroj&amp;oacute;w, odczucia pustki i tęsknoty&lt;br /&gt;- odczuwania wstrętu do siebie i poczucia wstydu, wierzenia, że nie zasługuję na miłość&lt;br /&gt;- odczuwania winy gdy zawiodę innych&lt;br /&gt;- odczuwanie zranienia lub bycia zaatakowanym gdy ktoś mnie nie zrozumie&lt;br /&gt;- poczucia bycia porzuconą&lt;br /&gt;- odczucia tęsknoty za tym czego nie mam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;&lt;b&gt;Czw&amp;oacute;rka w miłości:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- pamiętaj, że czw&amp;oacute;rka zawsze czuje, że czegoś jej brak, a inni to mają.&lt;br /&gt;- licz się ze skomplikowanym związkiem. Nic nie jest proste. Ważniejsze w związku jest głębokie uczucie, a nie zabawa&lt;br /&gt;- zawsze jest dobra pora na pokazanie się. Odpowiedni nastr&amp;oacute;j, maniery, luksus i dobry smak to są podstawy udanego związku&lt;br /&gt;- dla czw&amp;oacute;rki dążenie do czegoś jest ważniejsze niż szczęście. Miłość ma wiele warstw i przechodzi przez wiele faz w związku. Faza rozstania jest wyjątkowo długa&lt;br /&gt;- chętnie wpomina o swoich poprzednich miłościach. Słabo skupia uwagę na obecnych możliwościach&lt;br /&gt;skupia się chętnie na twoich negatywnych odczuciach, gdy pojawiają się pozytywne, obserwuje je z bezpiecznego dystansu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0); "&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&lt;b&gt;Czw&amp;oacute;rka w pracy:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;- musi odczywać, że jest respektowana przez innych za własne pomysły i wizje&lt;br /&gt;- skuteczność pracy jest powiązana z nastrojem. Ma problem ze skupieniem się na pracy gdy emocjonalne życie bierze g&amp;oacute;rę&lt;br /&gt;- przywiązuje się do autorytetu, kt&amp;oacute;ry reprezentuje sobą odpowiednią wartość a nie popularność&lt;br /&gt;- agresywna wobec konkurent&amp;oacute;w, zaprzyjaźnia się z osobami z poza własnego kręgu zainteresowań&lt;br /&gt;- nie lubi pracować z osobami, kt&amp;oacute;re są bardzie niż one utalentowane, wyżej cenione i lepiej opłacane&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&lt;b&gt;Typowy komentarz czw&amp;oacute;rki:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&amp;quot;Ludzie mnie wzywaja bo wiedzą, że będę wstanie spojrzeć na problem z innej perspektywy&amp;quot;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;&amp;quot;Dostrzegam i rozumiem wiele spraw znacznie głębiej niz większość os&amp;oacute;b&amp;quot;&lt;br /&gt;&amp;quot;Zawsze czułam się jak obca osoba gdy byłam dzieckiem&amp;quot;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&amp;quot;Wprowadzam do doliny łez, teorie sensu życia&amp;quot;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Opis czw&amp;oacute;rki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki należą do ludzi, kt&amp;oacute;rzy żyją gł&amp;oacute;wnie we własnej wyobraźni i własnych uczuciach. Mogą być artystycznie uzdolnieni, przejrzyści i inspirujący, lub też mogą być narzekający, wywyższający się i negatywnie nastawieni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Tak jak jedynki, czw&amp;oacute;rki por&amp;oacute;wnują rzeczywistość z tym co mogłoby się zdarzyć. Podczas gdy jedynki mają zwyczaj do wyszukiwania własnych niedoskonałości, pr&amp;oacute;bując je poprawić, czw&amp;oacute;rki często odwracają się od rzeczywistości i żyją we własnym świecie wyobraźni, uczuć i nastroj&amp;oacute;w. Czw&amp;oacute;rki często są r&amp;oacute;wnież mylone z piątkami, zwłaszcza tymi, kt&amp;oacute;re uważają, że posiadają silne uczucia nie identyfikując się z ekstremalnym, pozbawionym uczuć wizerunkiem piątek. Jednakże piątki, w przeciwieństwie do czw&amp;oacute;rek, odczuwają dyskomfort gdy przychodzi wyrażać im ich własne odczucia, podczas gdy czw&amp;oacute;rki mają skłonność do samoodkrywania się przed innymi i czują się pewnie opisując swoje emocje.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki razem z dw&amp;oacute;jkami i tr&amp;oacute;jkami, dążą do utworzenia pr&amp;oacute;żnego i mylnego wizerunku o sobie, choć mogą paradoksalnie ukazywać zupełnie coś przeciwnego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki identyfikują się często z wizerunkiem niepełnowartościowej osoby, zwłaszcza gdy nadaje im to cech unikalności i wyjątkowości. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Czw&amp;oacute;rka może dla przykładu opłakiwać swoją niemożność osiągnięcia sukcesu każdego dnia, ale to narzekanie niesie delikatne odczucie przechwalania się tym. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki mogą posiadać własne odczucia, że są tragicznymi romantyk&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;ami,&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;ale r&amp;oacute;wnież mogą odczuwać poczucie traktowania się jako osoby bardzo wyjątkowej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&lt;br /&gt;Zdrowe czw&amp;oacute;rki mają skłonność do bycia idealistami, posiadać dobry smak i doceniać wartość piękna. Patrzą na rzeczywistość poprzez pryzmat subiektywności i są dobrzy w myśleniu metaforycznym. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Zdolność czw&amp;oacute;rek do widzenia rzeczy jako symbole, jest poszerzona przez ich głęboką emocjonalność&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;. Samo wyrażanie się i dążenie do samo-poznania się to są wysokie priorytety u ludzi z tym typem.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Czw&amp;oacute;rka wkraczając w nową sytuację, może dostrzec coś co dotknie ich duchowo, co z kolei pobudzi ich uczucia, co z kolei przywoła wspomnienia zapachu, smaku, odczuć itd. Nastroje czw&amp;oacute;rek i ich odczucia wsp&amp;oacute;łgrają ze sobą niczym farba wodna w deszczu, tworząc jak w kalejdoskopie, obrazy i wyrażające się w reakcji na najmniejsze doznania.&lt;br /&gt;Zdrowe czw&amp;oacute;rki przeobrażają przykrości w coś bardziej znaczącego, poprzez kreatywną pracę wszelkiego rodzaju. Czw&amp;oacute;rki są uzdolnione w wyrażaniu odczuć i mogą być świetnymi nauczycielami i psychoterapeutami. Mogą być r&amp;oacute;wnież przyjaci&amp;oacute;łmi pełnymi wp&amp;oacute;łczucia, zdolnymi do zrozumienia problem&amp;oacute;w innych. Z powodu siły swojej wyobraźni, ludzie tego typu są często opisywani jako artyści. Wiele spełnionych artyst&amp;oacute;w światowych to czw&amp;oacute;rki i prawie wszyscy ludzie z tym stylem potrzebują lub znajdują kreatywne ujście.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Gdy czw&amp;oacute;rki są mniej zdrowe, skupiają się na tym co nieuniknione lub czego brakuje w ich życiu.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Stają się negatywnie nastawieni i krytyczni, znajdując problem w każdej sytuacji w kt&amp;oacute;rej się znajdują.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Zwracają się wtedy do swojego wnętrza i używając wyobraźni wspominają inne miejsca i inne czasy.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki często żyją przeszłością lub przyszłością, jakąkolwiek byleby by była bardziej zadowalająca niż teraźniejszoś&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;ć. Czw&amp;oacute;rki często zazdroszczą wszystkiego czego nie posiadają, wyolbrzymiając znaczenie powiedzenia &amp;quot;trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie&amp;quot;.&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt; Potrzeba bycia dostrzeganym jako ktoś wyjątkowy, może r&amp;oacute;wnież być bardziej widoczne. Czw&amp;oacute;rki są blisko związane ze swoimi uczuciami,&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;ale gdy są nie zdrowe, przeobrażają swoje uczucia w melodrama&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;t.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Mogą być pełne rozpaczy i nostalgii, domagając się rozpoznania i odrzucając wszystko co mogą dobrego otrzymać od przyjaci&amp;oacute;ł. Mogą także wytworzyć aurę wsp&amp;oacute;łzawodnictwa i mściwości, nie mogąc się cieszyć swoimi sukcesami bez odbierania przyjemności innym. Niezdrowa czw&amp;oacute;rka może być bardzo markotna i nadwrażliwa. Wyniesione na powierzchnię poczucie swojej unikalności, może im dać poczucie bezkarności w złym zachowywaniu się, będąc egoistyczną i nieodpowiedzialną.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Czw&amp;oacute;rki w tym stadium, skłaniają się ku odczuciom winy, wstydu, melancholii, zazdrości i bycia bezwartościowym.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Bardzo nie zdrowe czw&amp;oacute;rki mogą być otwarcie masohistyczne i przesadne w swoim samo poniżaniu się. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 0, 0); "&gt;Życie samo-niszczącego się artysty odzwierciedla ten typ scenariusza. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Na tym etapie czw&amp;oacute;rka może stać się zupełnie nieosiągalna. Zmagając się z wyczerpującym poczuciem bezsilności, pogrążają się w chorobliwy samo-wstręt lub depresję samob&amp;oacute;jczą. Postrzegają swoją odmienność w całkowicie odmiennych określeniach skazując siebie na kompletne odosobnienie. Potrzeba ukarania siebie i innych jest r&amp;oacute;wnież bardzo silna i zdecydowana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;Czw&amp;oacute;rka ze skrzydłem pieć: 4w5 - &amp;quot;Wł&amp;oacute;częga&amp;quot; (czyli moja!)&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Skrzydło 5, daje czw&amp;oacute;rce introwertyczne zachowanie, odsuwanie się od innych, złożoną osobowość. Ta czw&amp;oacute;rka może być intelektualistką ale posiada wyjątkową głębię uczuć. Jest otwarta na duchowe i estetycznie doznania. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Znajduje wiele znaczeń dla prawie wszystkich zdarzeń. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255); "&gt;Może posiadać silną potrzebę i umiejętność aby realizować się artystycznie. Samotnik, wygląda tajemniczo i jest trudna do &amp;quot;rozszyfrowania&amp;quot;. Do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywa. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Gdy się w końcu otwiera, to bardzo gwałtownie i całkowicie, bez żadnych opor&amp;oacute;w.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;W stresie, 4w5 bardzo łatwo popada w alienację i depresję. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Wiele czw&amp;oacute;rek z tym skrzydłem ma odczucie zupełnej inności, jakby pochodziły z innej planety. Narzeka na sw&amp;oacute;j obecny los, wspomina i przeżywa wiele razy zdarzenia z przeszłośc&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;i. Dość często ma posębne oblicze, odsuwa się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu. Żyje we własnym świecie &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;b&amp;oacute;lu i straty. Może mieć bardzo chorą duszę, wyobrażać sobie i interesować się własną śmiercią.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 153, 204); "&gt;Słynne czw&amp;oacute;rki ze skrzydłem pięć: Vincent van Gogh, Kurt Cobain, Edgar Allan Poe, Johnny Depp, Bob Dylan, Ingmar Bergman.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:19490</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/19490.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=19490"/>
    <title>Każdy dzień cięższy od poprzedniego...</title>
    <published>2008-11-05T00:03:14Z</published>
    <updated>2008-11-05T00:03:14Z</updated>
    <lj:music>Mamma Mia! Movie - Slipping Through My Fingers...</lj:music>
    <content type="html">Aż nie wiem od czego zacząć... Czuje się fatalnie, beznadziejnie i tak cholernie, kurde, potrzebuję teraz wsparcia... Nie krzyków, wyrzutów, 'dobrych rad', czy motywacyjnych haseł... potrzebuję kuźwa zrozumienia, ramienia do wypłakania się. Chciałabym przytulić się do kogoś komu mogę zaufać, przy kim potrafię się otworzyć i dać się ponieść emocjom. Chciałabym by ta osoba mnie przytuliła i nic, zupełnie nic nie mówiła. Pozwoliła mi płakać aż zasnę ze zmęczenia.&lt;br /&gt;"Nie jesteś już dzieckiem", takie słowa usłyszałam dziś od mojej wychowawczyni. Wiem, że już nim nie jestem... Mam te 18 lat, dowówd, masę 'przywilejów', a zarazem...od chuja odpowiedzialności i problemów. To mnie przerasta... Mogę udawać, że jest "ok", moge próbować o tym nie myśleć, ale nie oszukam samej siebie. Od kilku dni boli mnie brzuch, ale nie jest to zwykły ból. Pamiętam go, ból jaki czułam, gdy miałam iść do kolejnej szkoły. Ten strach, bezsilność, żal. Ale przede wszystkim właśnie strach...&lt;br /&gt;Wstałam dziś do szkoły, nawet się nie spóźniłam. Ale co chwila czułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie mogłam się skupić na lekcjach, w końcu nie wytrzymałam i się rozryczałam. Na przerwie, przy ludziach i mojej wychowawczyni. Nienawidzę siebie za każdy taki żałosny płacz. Jak szłam korytarzem czułam jakby się ludzie na mnie gapili, nie dziwie się im... Takie COŚ jak ja powinno się zamknąć w Zoo... Ale nie umiałam się dłużej powstrzymać... Starałam się, ale nie potrafiłam... Rozmawiałam z wych o moim omijaniu lekcji, o tym, że nie daję sobie rady, że jest ze mną coraz gorzej, o tym, że miałam nie iść dziś, ale się zmusiłam i ledwo żyję...&lt;br /&gt;Kurna...ledwo piszę... Co chwila czuję jak mnie ściska w żołądku z nerwów...&lt;br /&gt;Co mam zrobić? Co? Dlaczego to ja musze podjąć decyzję? A co jeśli podejmę tę niewłaściwą...? Chyba się kuźwa zarżnę przy jakimś śmietniku... Nie wytrzymuję już tej presji, tego stresu... Każdy dzień jest gorszy od poprzedniego... Nie ważne od mojego podejścia, czuję jak mnie coś zżera od środka... Czego chcę? Chyba chciałabym znów być w szpitalu... Całe dnie mogłam spędzać na rysowaniu, na rozmowach z ludźmi, którzy mnie rozumieli, bo przeszli to samo co ja. Nie musiałam się uczyć, ani bać o pieniądze czy cokolwiek innego. Byłam daleko od domu i było mi tam dobrze. Czyżby...? W takim razie dlaczego błagałam matkę by mnie wypisała?&lt;br /&gt;Bo mam jebane BPD. Bo nie wiem sama czego chcę. "I tak źle i tak niedobrze, życie pełne zerwanych zaręczyn, utraconych prac, niedokończonych szkół czy kursów...." Takie będzie moje życie, czy się na to godzę czy nie. Staram się to zmienić, ale to mnie niszczy... Nie zmyślam! Gdybym skończyła to CKU, wytrzymała do końca w postanowieniu, dowiodłabym, że mogę pokonać chorobę. Ale kurde...nie umiem...po prostu już nie umiem... Jest mi tak cholernie ciężko... Nikt nie wyobraża sobie nawet jak bardzo... Nikt tego nie rozumie... W jednej chwili ciesze się i jestem beztroska, a za chwilę mam ochotę wyrzygać sobie płuca i zadźgać je widelcem...&lt;br /&gt;Czy ktoś, ktokolwiek, wie jak to męczy? Zaczynam coś robić i po chwila nie pamiętam czemu mi na tym zależało. Każdego dnia od nowa planuję moją przyszłość, a ponieważ robię to KAŻDEGO pierdolonego dnia to chyba łatwo sobie wyobrazić, że w końcu do niczego nie dochodze, co nie? Rozbijają mnie rzeczy 'trywialne' jakby to określił Mhroczny Mhroczek... &lt;br /&gt;Chciałabym znaleźć pracę, zaoszczędzić i w lutym się wyprowadzić. Po rozmowie z Andzielą, jak to ja, "osoba z BPD, która łatwo przejmuje opinie innych", zaczełam mieć wątpliwości. Nawet jak jakimś cudem znajdę pracę w Krakowie, to z moim wykształceniem napewno nie będzie to żadna rewelacja, która pozwoli mi opłacić rachunki. Nawet jeśli będę się składać z Rai. Właściwie to nie rozmawiałam z nią o tym, z góry założyłam, że czynsz i rachunki każda z nas płaciłaby po połowie... A co jeśli nie będzie jej starczyło pieniędzy? Jesli będzie to tak dla niej jak i dla mnie zbyt wielkie obciążenie... Poza tym, sama już nie wiem... I ten kurs z biologii żal mi rzucać w połowie... I żal mi rzucać szkołę...ale, o ironio, i tak ostatnio na żadne z nich nie chodze. Ani do szkoły, ani na kurs. "W kratkę" że się tak wyrażę... Jaki w tym sens? Jaki? Żaden. Żaden...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Być albo nie być", czyli 'życ albo się zabić' jak to okresliła moja wych dzisiaj na polskim. Podobno każdy człowiek całe życie szuka odpowiedzi na to pytanie... Nie wiem jak inni, ale ja z pewnością tak. Być albo nie być? Chciałabym nie być, ale nie mogę. &lt;br /&gt;Życie mnie pokonało! Życie pokonało biedną, żałosną mnie... I śmierć mnie pokonała! Pokonała mnie nawet śmierć nie pozwalając mi zamknąć mych powiek na wieki. Dlaczego? Dlaczego akurat ja? Napisałabym ' zaraz zwariuję' gdybym już nie była świrem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham cię, kochanie. Kocham cię bardziej niż potrafię ci okazać. Dla ciebie jeszcze żyję i żyć będę...ale nie wiem czy nie pociągnę nas na dno... Powiedziałaś, że będziesz przy mnie wiernie stać. Nie wiem czy powinnaś... Chciałabym pierwszy raz w życiu zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę. Zawsze unikałam jakiegokolwek, choćby najmniejszego ryzyka...a teraz zależy od niego moje zdrowie psychiczne i fizyczne. Nie wytrzymam, NIE WYTRZYMAM tych dwóch lat. Rozpadam się na kawałki, jestem na skraju zupełnego załamania... Proszę, boże, kuźwa... Chciałabym w ciebie wierzyć, mogłabym pomodlić się do ciebie, może ty byś mnie wysłuchał... Potrzebuję pracy, pieniędzy i tylko tego. Wytrzymam do lutego...ale co potem? Nie chcę wylądować na ulicy! Chciałabym by ktoś za mnie to wszystko pozałatwiał... Ale nikt tego nie zrobi. Musze sama zadbać o siebie. Nawet jeśli mnie to przerasta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz padnę...ten ból...na to żadne proszki nie pomoga...i spać nie mogę, nie mam siły i ochoty na nic...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem ile wytrzymam...chciałabym w wakacje już móc z nią być. Pozałatwiać wszystko do tego czasu... Skończyć pierwszą klase, kurs z biologii, zaoszczędzić forsę, znaleźć mieszkanie w krakowie i uzgodnić warunki wynajmu tak by móc przeprowadzić się tam np od września. Znaleźć pracę, może potem zacząć znów jakąś szkołę...&lt;br /&gt;To JEST możliwe, ale jaką mam gwarancję, że jutro moje plany się nie zmienią, lub że nie stchórzę w ostatniej chwili (jak zawsze)?&lt;br /&gt;Czas pokaże co będzie ze mną dalej...z nami... Oby to była piękna przyszłość, bo kolejnych kopniaków od losu już chyba nie zniosę....</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:19303</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/19303.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=19303"/>
    <title>Czy to już 'równia pochyła'...?</title>
    <published>2008-11-03T14:54:29Z</published>
    <updated>2008-11-03T14:54:29Z</updated>
    <content type="html">Czytałam ostatnio trochę o alkoholikach... Ale nie o tym chciałam pisać. W odniesieniu do nich wykorzystano porównanie do 'równi pochyłej': jeden drink może stać się dla nich zjeżdżalnią, w dół aż na samo dno... Ale czy tylko u nich może wystąwić taka 'równia pochyła', ciągnąca, spychająca człowieka w przepaść? Sama już nie wiem...&lt;br /&gt;Myślałam, że dam sobie radę. Zaczęłam chodzic do szkoły, zaliczyłam pierwszy semestr. Dla mnie to niebywały sukces! Po tylu latach w końcu przestać się zrywać, pokonać w pewnym stopniu swoje lęki, poświęcić się dla marzeń, które wreszcie odzyskałam... Ale wcale nie jest tak kolorowo jak mi się zdawało...&lt;br /&gt;"Gdy przestawałem pić, wszystkich zadziwiała moja siła woli. Po pewnym czasie ludzie przywykli do tego, przestałem czuć się wyjątkowy i znów zacząłem popadać w nałóg. Jeden kieliszek, dwa..."&lt;br /&gt;Zawsze najłatwiej jest właśnie na początku. To całe wsparcie i wszystko...naprawdę pomaga! Nawet jeśli jest bardzo trudno, to czuje się, że to powód do dumy. I po zdaniu na drugi semestr promieniałam z radości... A teraz? Spadam w dół, powoli, ale jednak... Coraz częściej omijam lekcje, coraz częściej zrywam się z pojedyńczych godzin, a ostatnio nawet z całych dni... Nie umiem się zmusić, powtarzam sobie "Nuri, rusz tyłek i idź do tej cholernej szkoły!", ale nie pomaga...już nic nie pomaga. Groźby czy prośby...nic. W ostatni piątek wstałam do szkoły, umyłam się, usiadłam obok matki pijącej kawe (bo wciąż miałam pół godziny do wyjścia) i chciałam się rozpłakać. Byłam zmęczona, psychicznie i fizycznie. Mruknęłam jej, że idę się na chwilę położyć, ale (pomimo jej prób dobudzenia mnie) obudziłam się dopiero po 13... I ten jej wyrzut, te słowa "Jeśli chciałaś zostać mogłaś powiedzieć, a nie urządzać takie cyrki". Ale ja nie chciałam zostać...byłam gotowa do wyjścia, to miał być tylko chwilowy odpoczynek...czy napewno? A może chciałam właśnie zostać, chciałam się wyspać, zapomnieć choć na chwilę o tym wszystkim... Może chciałam, ale nie umiałam się do tego przyznać...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to już równia pochyła? Każde zerwanie, każda lekcja... "bo i tak nic nie będziemy ciekawego robić", "bo i tak nie mamy żadnych sprawdzianów"... Nawet myśl o Niej nie dodaje mi już skrzydeł, chyba gdzieś mi się zgubiły... Gdzieś zgubiłam motywację, a bez niej... Nie, nie chcę wracać do tego co było rok, dwa lata temu! Do czasu, gdy nie chodziłam do szkoły, jechałam na lekach i każdego dnia błagałam ludzi o śmierć. Bo życie było nic nie warte, bo na nic lepszego nie mogłam już liczyć, bo straciłam nadzieję i ostatnią chęć, iskierkę do życia... Nie chce do tego wracać już nigdy... Nie umiem też zaryzykować i wyjechać nie kończąc szkoły... Strach, beznadzieja, bezsilność... To objawy BPD, ale czy ja napewno jestem chora? A może coś po prostu jest ze mną nie tak...? Sama nie wiem... Sama już nic nie wiem, poza tym, że staczam się i nikt, nic mi na to nie może poradzić, nawet ja sama...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:18994</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/18994.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=18994"/>
    <title>Coś nowego...</title>
    <published>2008-10-27T18:05:40Z</published>
    <updated>2008-10-27T18:05:40Z</updated>
    <content type="html">Ok, może czas na jakiś mniej emo-wpis? W każdym razie postaram się...&lt;br /&gt;Byłam ostatnio u mojej ukochanej. Było świetnie, sam wyjazd i pobyt u niej opisałam na Devie. A tak poza tym, z nieco innej strony patrząc na sprawę... Tęsknie za nią. I każdego dnia mam ochotę rzucić te cholerną szkołę, spakować się i pojechać do niej. I być z nią już na zawsze. Bo ją kurde kocham, bo trudno mi jest bez niej, bo ona czuje to samo, bo tego chcemy. Obie.&lt;br /&gt;Ale nie...nie zrobię tego. Wytrzymam. To tylko 2 lata i 8 miesięcy. Za ten czas napiszę maturkę, potem trochę czasu oczekiwania na wyniki, który to wykorzystam na pakowanie się, szukanie mieszkania, finanse itd itp. A potem wyjazd. A potem musi być cudnie. Musi. Bo będziemy razem, razem wszystko pokonamy.&lt;br /&gt;Czy w to wierzę? Sama nie wiem. To bardziej nadzieja niż wiara. Chciałabym by nam wyszło, by wszystko się ułożyło. Zawsze strasznie się wszystkiego boję, ale pomimo strachu jakoś zazwyczaj prześlizguje się pomiędzy problemami i wychodzę mniej więcej na plus. Nie wiem czy to ślepy fart, czy moja własna zasługa. Pewnie to pierwsze. A zresztą, co za różnica... Kocham ją. Cholernie ją kocham. Jak nigdy nikogo. Do tej pory kochałam już mnóstwo osób i ta 'miłość' była mniej więcej bardzo podobna. Szybka, intensywna, zazwyczaj nieodwzajemniona (albo odwzajemniona, ale nie aż w tak ogromnym stopniu), krótka... Ale z Raician jest inaczej. Kiedyś jak z kimś byłam i ta osoba mnie wkurzyła, potrafiłam ją zwyzywać i rzucić, a potem wyśmiewać się z niej beztrosko zanim dotarło do mnie jak wielki błąd popełniłam. Teraz, nawet gdy jestem zła na Raician, nie umiem jej nienawidzić. Poobrażam się, popisze jakieś pierdoły, ale zawsze podkreślę to, że ją kocham i że chcę z nią być. Stała się celem mego istnienia. Nie chcę jej nigdy stracić. NIGDY.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eh...i znów strasznie żałośnie to wszystko zabrzmiało! A nie miało!&lt;br /&gt;Jutro szkoła...nie chcę iść. Boje się (jak zwykle) i mam lenia. Nie wiem co bardziej... Ale pójdę. I znów przekonam się, że wcale 'nie jest tak źle', że mój strach jak zwykle był przesadzony. Podniesie mnie to na duchu, będę miała kolejne fazy "wzniosłości", a potem w środę wieczorem znów będę płakać, że boje się w czwartek do szkoły iść. I tak ciągle. Eh...-_-</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:18746</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/18746.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=18746"/>
    <title>Someday...</title>
    <published>2008-10-20T23:29:09Z</published>
    <updated>2008-10-20T23:29:09Z</updated>
    <lj:music>Christophe Mae - Et Vice Versailles</lj:music>
    <content type="html">Komentarz pod ostatnim wpisem dał mi trochę do myślenia, ale o tym później...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie obejrzałam Dzwonnika Z Notre Dame Disneya i mam taki typowo zamyśleniowy humor. Bardzo mi się podobał, szczególnie dlatego, że opowiadał o akceptacji, którą można osiągnąć jeśli tylko się na nią ciężko zapracuje. Nie każdy ma tyle sił w sobie by wywalczyć sobie akceptację ludzi. Większość nie musi się nawet starać, bo jest akceptowana już od samego początku. Ale, czasem, zdarzają się osoby, które mają dobre serca i intencje, a mimo to zawsze zostają odrzucane.&lt;br /&gt;Dlaczego tak się dzieje? Nie chodzi przecież tylko o wygląd. Czasem czynnikiem zrażającym do nas ludzi jest nasze zachowanie, a czasami zdarzają się ludzie, którzy po prostu mają w sobie 'to coś złego'. Ja takim człowiekiem byłam, a właściwie jestem...&lt;br /&gt;Najlepiej wie to chyba tylko moja matka. Od dziecka, podobno, przebywałam głównie z dorosłymi. Znajomymi rodziny, którzy śmiali się jak taki mały dzieciak może nie nudzić się w ich towarzystwie. I nie siedziałam z nimi dlatego, że ich lubiłam. Tylko oni mieli na tyle taktu by nie mówić mi w twarz "spadaj, nie chcemy cię". Ograniczali się do żartów i ironii...&lt;br /&gt;Starałam się dostosowywać. I gdzieś po drodze straciłam swoją niewinność... Nie, nie w jakimś dziwnie zboczonym sensie! Raczej...trudno to nawet właściwie opisać. Pamiętam czasy, gdy byłam beztroska i miła. Pogodna, pomocna, przyjacielska. Pamiętam to, ale jakby przez mgłę. Patrzę na zdjęcia i zastanawiam się kiedy mój świat stał się taki czarny? Chyba gdzieś na początku gimnazjum...chociaż...może już wcześniej? Gimnazjum było tylko zjadem w dół bez trzymanki. Nagłym zderzeniem z rzeczywistością. Gdy czasem nad tym rozmyślam, zauważam, że przecież już w podstawówce nie miałam znajomych. Nie byłam dobra w sporcie, ani w nauce. Nie byłam zbyt śmiała, ale za to biło ode mnie całkowitą naiwnością. Robiłam co chcieli, wszystko z radosnym uśmiechem, że ktoś mnie w końcu dostrzegł. Porzyczałam rzeczy i więcej ich na oczy nie widziałam. Nie skarżyłam się, bo nie lubiłam niezręcznych sytuacji. Któżby tego nie wykorzystał?&lt;br /&gt;Kiedyś nie zauważałam, że mnie wykorzystywali. Nie przeszkadzało mi, że zawsze ja musiałam wszystko ludziom kupować, że przychodzili do mnie tylko gdy coś chcieli. Siedziałam blisko nich, ale byłam tylko tłem. I mimo wszystko cieszyłam się jak głupia, gdy tylko na mnie spojrzeli. Tak bardzo chciałam się z nimi przyjaźnić. Z moją klasą, z ludźmi ze szkoły, podwórka. Matka mówiła mi, bym ich nie słuchała, bym miała trochę asertywności. Wiele razy chciała dzwonić do ich rodziców, ale ją powstrzymywałam. Bo przecież nigdy nie powiedzieli mi w twarz nic złego, poza "trzymaj się z daleka", czy "nie wcinaj się do rozmów"... W gimie wszystko się zmieniło. Podejście ludzi, oraz moje podejście. Po pierwszych upokorzeniach obwiniałam siebie.&lt;br /&gt;"Jestem głupia, dlatego tak mnie traktują"&lt;br /&gt;Potem, po kilku szkołach, zrobiłam się obojętna. Będąc miła nie mogłam zdobyć ich uznania, czy chociaż spokoju z ich strony, a buntem narobiłam sobie tylko kłopotów. Zmieniłam styl, podejście, zachowanie. Nie nagle, z dnia na dzień... tylko powoli i raczej nieświadomie. Zaczęłam MYŚLEĆ. Niewiarygodne, co nee? Zaczełam DOSTRZEGAĆ. Któregoś dnia stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie "Kurde, ale ty jesteś żałosna. Nie dziwne, że ich wkurwiasz." Zaczęłam przypominać sobie różne sytuacje i widzieć w nich więcej niż dotychczas. Tak jak moja bluzka 'którą zgubiła Natalka, gdy ją ode mnie porzyczyła, ale OCZYWIŚCIE nie zrobiła tego specjalnie i przecież nic się nie stało, to tylko 50zł poszło się jebać'.&lt;br /&gt;Albo moje lekcje "które spisywali ode mnie ludzie z klasy, bo sami mieli lenia, po czym babka po sprawdzeniu prac uznawała, że to JA spisywałam od innych i to JA dostawałam jedynki".&lt;br /&gt;I kuźwa nigdy żadnego "przepraszam". Nigdy. To ja ich przepraszałam. Bo to JA nie lubię kłótni i MI zależało na dobrych stosunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok... To nie ma sensu, takie pierdzielenie w kółko o tym samym i do tego w jednej notce &amp;gt;&amp;gt; *mineła mi faza zamyslenia i nastała faza obojętności* Nie pamiętam co właściwie napisałam...ale olać to. Nie żeby ktokolwiek to czytał, co nee?&lt;br /&gt;Tak z innej NIECO beczki... Komentarz dał mi do myślenia. Jak wszystko, bo przecież ja rozmyślam nad kolorem liści jadąc tramwajem i nad wyglądem aktorów oglądając serial... A tym razem myślenie moje padło na, no nie zgadniecie, moją chorobę. Czy serio jestem chora? Powtarzam jak głupia, że tak, a wcale nie mam pewności. Tylko, co by ta pewność zmieniła? Załóżmy więc że NIE jestem chora. No, to super. Jeden problem mniej! Boli tylko fakt, że kilka lat życia, oraz kilka najcięższych tygów spędzonych na hospitalizacji i leczeniu, były zupełnie bez powodu. Z drugiej strony, jeśli ja jestem zdrowa to ludzie których poznałam w szpitalu powinni ruszyć dupy do szkoły, a nie wmawiać sobie (jak ja) że są chorzy bo mają lenia i im się nie chce... Cóż, dziwny jest ten świat ./'&lt;br /&gt;Tak czy inaczej. Jestem zdrowa. Załóżmy że mam co do tego pewność. Skoro jestem zdrowa, a mimo to jestem tak zajebiście żałosna, że nie umiem ruszyć dupy do szkoły i sobie poradzić, nie umiem się nie-rozpłakać i nie-trząść jak galareta, gdy ktoś na mnie podnosi głos, jeśli jestem aż tak bardzo beznadziejna, że WYCZYNEM jest dla mnie zrobienie trzech zadań z polskiego, które i tak później okazują się zrobione źle...to chyba serio mam przesrane, nie warto się nawet starać, charakteru nie zmienię, nie umiem, a skąd pewność że nie umiem? Bo próbuję to zrobić odkąd poszłam do gima (z 4-5 lat będzie...może nawet 6?!) i jak dotąd robię się tylko gorsza i gorsza (czego nie zapomina mi wytknąć moja rodzinka, ludzie wokół mnie oraz ja sama na czele niczym dowódca armii zagłady mojej psychy).&lt;br /&gt;O tak. Mam P-R-Z-E-J-E-B-A-N-E. No, chyba, że jestem chora. Wtedy jedynym plusem jest to, że mam możliwość zwalenia całej winy na moje schorzenie, CHOCIAŻ jestem taką żałosną emocjonalną dupą, że nie potrafię nawet tak prostej rzeczy zrobić jak zwalenie winy na chorobę i zamiast tego zwalam ją na siebie 'samobiczując' się minimum kilka razy na dzień. Ah i pamiętajmy, że bycie chorą oznacza dla mnie również brak zupełnej nadziei bo BPD NIE da się wyleczyć. &lt;br /&gt;Nie wiem jak ludzie mogą wogóle pomyśleć, że sobie wmawiam coś tak dobijającego. To tak jakbym wmawiała sobie że mam raka płuc O_o Chociaż, może to wina tego że mnie nie znają? A może wina objawów? Są tak 'pospolite', że aż trudno zrozumieć, że mogą istnieć ludzie których objawy te mogą doprowadzić do odebrania sobie życia. Ah, a może to po prostu moja wina? Nie zdziwiłabym się, w końcu ja jestem winna wszystkiemu. Serio. Naprawdę tak uważam. To, że ktoś po przeczytaniu tych pierdół sraci kilka minut życia to też moja wina bo ja je napisałam i przeze mnie musiał to czytać! Jestem tak żałosna...aż mnie to boli. Oh i wkurzam ludzi i siebie. I świat i boga, choć nie wierzę by istniał, też z pewnością wkurwiam jak diabli. I powinnam nie żyć, ale żyję. Bo się boję zabić i, nie zgadniecie, strasznie mnie to wkurwia. Innych pewno też. Bo ja, podobno, jestem strasznie 'inny i przez to osobliwa/interesująca'. Tia, do czasu aż nie rzucę w ścianę konsolą, nie rozrycze się, nie pobiadolę a potem nie uśmiechnę i nie zacznę sypać uszczypliwymi uwagami czy wrednymi żarcikami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem Sobą, Sobą, Sobą i Sobą. I każde moje Ja jest okropne w inny sposób. I każde, świadome swej słabości i durnoty, pragnie tylko ulżyć światu śmiercią. Ale boga nie ma, a szatan mnie za bardzo kocha by mi na to pozwolić...&lt;br /&gt;Każde moje Ja strasznie się stara, ale każde Ja upada głośno na ziemię bez sił, gdy widzi, że znów ludzie źle odbierają dobre intencje i starania, lub nie zauważają ich wcale.&lt;br /&gt;I jak tu się starać? Jak żyć? Mówcie, piszcie mi, że powinnam się zmienić, że powinnam chociaż spróbować. A ja się zaśmieję pusto. Bo próbuję, a wy, niestety, tego nie dostrzegacie...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:18232</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/18232.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=18232"/>
    <title>Powrót do 'Friends Only'...</title>
    <published>2008-10-14T19:50:02Z</published>
    <updated>2008-10-14T19:50:02Z</updated>
    <content type="html">Od teraz osoby nie dodane do moich 'friends'ów na LJ'u nie będą widzieć pewnych notek. Głównie dlatego, że raz na jakiś czas lubię pożalić się na różne sprawy czy osoby i chcę uniknąć odpowiedzialności...doceńcie szczerość!</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:17992</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/17992.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=17992"/>
    <title>ShaoranxSakura</title>
    <published>2008-10-09T14:20:12Z</published>
    <updated>2008-10-09T14:20:12Z</updated>
    <lj:music>Varius Manx - Pocałuj Noc</lj:music>
    <content type="html">Znów mam fazę na CardCaptor Sakurę! Uwielbiam to anime. Wręcz kocham! Zawsze potrafi poprawić mi nastrój.&lt;br /&gt;A poza tym...cóż, myślałam trochę o moich huśtawkach nastrojów. Ok, każdy je czasem ma. Ale nie każdy błaga o śmierć, gdy ma doła, a 5 minut później niczego nie pamięta i radośnie podskakuje do przeuroczej muzyki UNDER17... Najbardziej mnie w tym boli, że ludzie mi bliscy zwalają winę na siebie. Obwiniają się za to, że ja gadam jakieś pierdoły. Zupełnie tego nie rozumiem... Gdy mam doła, zachowuje się tak jak osoba pijana: róbię różne dziwne rzeczy i mówię jakieś pierdoły, a później o tym nie pamiętam. I co najważniejsze: jest to tylko moja wina, tak samo jak winna jest osoba, która się schla.&lt;br /&gt;I już pominę oczywisty fakt, że wszystko jest moją winą, bo jestem be i fe i w ogóle zuo konieczne. I mam kompleksy do których się nie przyznaję i obsesję na punkcie mojej rodziny do której akurat przyznaję się w co drugim zdaniu -_-&lt;br /&gt;Ok... Na czym to ja...? Ah, tak. Moi bliscy. I te ich durne obwinianie sie. Jak im wytłumaczyć, że nie mają z tym nic wspólnego? Ich jedyną winą jest to, że się ze mną zadają. Jestem okropna i zniszczę ich kiedyś. A potem zniszczę samą siebie z poczucia winy. Eh, nie brzmi to kolorowo... I własnie dlatego zawsze chciałam się zmienić. Chciałam być szczęśliwa...czy to grzech? Chciałam być normalną, zdrową, radosną osobą. Taką jaką kiedyś byłam. Gdy miałam od chuja problemów, szczególnie z rodziną, ale nie dostrzegałam ich. Tęsknie za czasami, gdy ludzie mnie wykorzystywali, a ja tego niezauważałam i naiwnie ich słuchałam. Wtedy może i byłam żałosna, ale przynajmniej o tym nie wiedziałam! A teraz o tym wiem i cierpię, bo mi to przeszkadza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eh...i znów całą notkę poświęciłam na użalanie się nad sobą -_- Niecierpię tego w sobie, zresztą jak wszystkiego, ale nic na to nie poradzę. Lepiej bym się tutaj 'wygadała' niż gnębiła ludzi na gadu i przez pół godziny dobijała ich psychicznie, po czym nagle zdziwiona pytała czemu nie mają tak zajebistego humoru jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spróbuj choć raz odsłonić twarz &lt;br /&gt;I spojrzeć prosto w słońce &lt;br /&gt;Zachwycić się po prostu tak &lt;br /&gt;I wzruszyć jak najmocniej &lt;br /&gt;Nie bój się bać, gdy chcesz to płacz &lt;br /&gt;Idź szukać wiatru w polu &lt;br /&gt;Pocałuj noc, najwyższą z gwiazd &lt;br /&gt;Zapomnij się i...tańcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem wariatką. Zahipnotyzowaną powietrzem. Gotową wtulić się w przestrzeń.&lt;br /&gt;Chcę biec. Czuć krople deszczu spływające po moich włosach. A potem skoczyć i polecieć...gdzieś, tam, wysoko.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:17700</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/17700.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=17700"/>
    <title>Jestem mańkutem...</title>
    <published>2008-10-07T18:11:01Z</published>
    <updated>2008-10-07T18:11:01Z</updated>
    <content type="html">...ale takim umysłowym -_-&lt;br /&gt;Dobra, tak na serio to nie wiem skąd takie stwierdzenie. Fajnie mi zabrzmiało i tyle. Właściwie to zawsze marzyłam o tym by być leworęczną. Nie mam pojęcia czemu. Chyba chciałam czuć się jakoś szczególnie... Gdy całe życie jest się tłem, osobą przeciętną do bólu, to w pewnym momencie zaczyna się dążyć do oryginalności. Za wszelką cenę...&lt;br /&gt;Hmmm, zastanówmy się...co ja takiego robiłam by wyróżniać się z tłumu? Choć może to złe określenie... Nienawidzę być w 'centrum zainteresowania', wolę nie rzucać się w oczy. Ale zarazem chcę być kimś wyjątkowym. Ah, ta moja hipokryzja... Wracając do tematu: cała Nuri jest tworem, moim arcydziełem. Kimś kogo ludzie w szkole zaciągali do kibla 'na wywiadziki', bo, jak to sami ujęli, 'pierwszy raz w życiu widzieli kogoś TAKIEGO'.&lt;br /&gt;Ale...jakiego? Tego nigdy się nie dowiedziałam. Mnóstwo razy słyszałam, że Nuri jest 'taka...taka...inna!' i tak bardzo jak się z tego cieszyłam, tak równie mocno chciałam się dowiedzieć czegoś więcej.&lt;br /&gt;Dlaczego nie piszę o sobie? W końcu Nuri to ja...chociaż...czy ja wiem? Dawno temu zgubiłam się w tej całej grze pozorów. Jestem dzieckiem 'wytresowanym'. Wychowywałam się z dwoma bardzo silnymi osobowościami. Najsilniejsza była moja siostra. Nigdy w życiu się jej nie postawiłam. Zawsze mnie do niej porównywano, wypominano mi, że 'Wera to już od dziecka umiała sobie sama radzić, gotować czy zadbać o siebie. Zawsze dobrze się uczyła i miała dużo znajomych. Dlaczego nie możesz być taka jak twoja siostra?'&lt;br /&gt;Chciałam być taka jak ona...imponowała mi, była moim wzorem. Ale zarazem...nienawidziłam jej. Ale nie zawsze! Tylko czasami... Czasami, gdy wyśmiewała się ze mnie głośno i prosto w twarz. Gdy zwalała na mnie winę, gdy wrzeszczała na mnie, gdy zabierała mi rzeczy. Czasami, gdy widziałam, że nasza ukochana babcia woli ją, gdy rodzina narzekała, że nie jestem taka jak ona. Czasami tak bardzo jej nienawidziłam... I bardzo możliwe, że rozumuję błędnie...w końcu wszystko robię źle... Ale któregoś dnia uświadomiłam sobie, że to jej wina. Gdy ktoś podnosi na mnie głos, zaczynam płakać. Gdy ide ulicą mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią. Patrząc w lustro powtarzam sobie, że jestem kretynką.&lt;br /&gt;Brzydka. Głupia. Okropna. Bezguście. Beztalencie. Bez...wszystko. Wszystko. I zawsze na negatyw. Zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eh...po co ja to właściwie piszę? Nie miałam zamiaru rozwodzić się nad moją żałosną naturą czy przeszłością.&lt;br /&gt;(Choć tak jej zawsze zazdrościłam...urody, intelektu, facetów, przyjaciół, domu, pracy, męża, wszystkiego... Osiągnęła wszystko...wszystko co chciała, o czym mówiła głośno od dziecka choć nikt jej nie słuchał... A ja nie mam nic...jak zwykle... tak, wiem, przywykłam do tego. Ale czasem...czasem mam tego tak strasznie dość. Tej niesprawiedliwości... Byłam kochającą wnuczką, córeczką, siostrzyczką... wszystkim pomagałam i o wszystkich pamiętałam. Byłam zawsze miła, spokojna, kochająca... I to mnie zgubiło... To musiało mnie kiedyś zgubić... Widziałam to w oczach moich znajomych w klasie... Nigdy nie byłam przebojowa... Nie byłam sensacją... Więc zmieniłam się... Ale nie odrazu, o nie... Nie ma tak łatwo... Najpierw chciałam być taka jak ludzie z mojej klasy...nie wyszło. Potem zaczęłam się stawiać...jeszcze gorzej. Potem odsunęłam się od wszystkich...dno, dno, dno, dno, dno, dno, dno.&lt;br /&gt;A potem był szpital. A potem błagałam Aśkę by mnie zabiła. Bo ja nie potrafiłam...nie potrafiłam tego zrobić... Bo jestem żałosna. Jestem wszystkim tym czym ludzie starają się nie być. I nie potrafię się nawet zmienić. Na zawsze pozostanę...sobą. Kurde, jak boli mnie to słowo. 'Obrzydliwą sobą...' Co najgorsze: zaakceptowałam to. Mam dość walki...dość udawania... Przywykłam już. Serio. Przywykłam do tego, że nigdy nie będę niczym poza tłem, choćbym się bardzo starała. Ale w takim razie...po co się starać?&lt;br /&gt;Dla snu...&lt;br /&gt;Ludzie reagują na mnie albo negatywnie, albo pobłażliwie. Albo mnie wyzwą czy wyśmieją, albo pogłaszczą po główce powtarzając w kółko 'Nie masz racji, kochanie. Jesteś zdolna, mądra, silna..."&lt;br /&gt;Eek, sorry. Błąd w odpowiedzi: Nuri...ja...ZAWSZE ma rację. Jebaną, cholerną rację... Kolejna rzecz we mnie, której nienawidzę...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;'Dziecko pełne nienawiźci'. Czuję się jak jakieś emo. Extra... Pierwszy raz się z tego nie cieszę. Chciałam napisać notkę o tym jak wysiadam z bólu i zmęczenia tą jebaną chorobą. O tym jak łapię kolejne doły i martwie się wszystkim wokół. O tym jak...sama nie wiem... Męczy mnie to. Bardzo mnie to męczy. Ten mój cały pierdolony Borderline. I nikt kurde nie jest w stanie pojąć jak to mi niszczy życie! I, co najgorsze, nie tylko mi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów zaczynam moje wywodyyy.... Serio jestem żałosna. Inaczej się tego nie określi. I ten strach... Boje się, cholernie się boję, że nawet jeśli jakimś cudem spełnię swoje marzenia i zamieszkam z Rai...to nie dam sobie poprostu rady. To trudno człowiek. Ja też jestem bardzo trudna. Widzę to jak reaguję na różne rzeczy. Psycholog stwierdziła, że jestem pierwszą osobą jaka w życiu spotkała, która jest aż tak głęboko świadoma samej siebie. No i super...jestem świadoma, nawet bardzo świadoma, że będę się czepiać Rai, gdy będziemy na stałe razem. Będę ją krytykować, zjeżdżać, dobijać, oskarżać o jakies kolejne z moich wymysłów. Będe się obrażać, wymuszać na niej różne rzeczy. Będę bardzo przykra. I albo mnie w końcu zostawi, albo zrobi sobie krzywdę... a wtedy nie wiem co bym zrobiła. Ale chyba nie potrafiłabym z tym żyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego musze taka być? Wiem napewno, że kiedyś byłam inna. Wszystko zmieniło się w gimnazjum...choć...może nie do końca? Może to był tylko pretekst by pokazać moje prawdziwe wnętrze o którym nie wiedziałam?&lt;br /&gt;Nikt nie ma łatwego życia. Tylko, że niektórzy nie potrafią sobie z nim radzić i zaczynają się staczać. Coraz niżej i niżej i niżej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja chcę być zdrowa......</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:17629</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/17629.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=17629"/>
    <title>Ti Amo...</title>
    <published>2008-10-04T12:35:23Z</published>
    <updated>2008-10-04T12:35:23Z</updated>
    <lj:music>Umberto Tozzi - Ti Amo</lj:music>
    <content type="html">Kto oglądał Asterix i Obelix: Misja Kleopatra, ten napewno kojarzy scenę z tą piosenką...&lt;br /&gt;Juliusz Cezar i Kleopara pojechali windą (!) na taras pałacu, który pomogli wybudować Asterix z Obelixem. Zakochani pocałowali się delikatnie, powoli, po czym spojrzeli sobie w oczy. Przez chwilę trwali tak w milczeniu...po czym rzucili się na siebie. A dalej wiadomo co było ./'&lt;br /&gt;Nyaaa...uwielbiam te scenę! Tak bardzo ją uwielbiam! I oglądałam ją już setki razy, ale dopiero wczoraj stwierdziłam, że jest dziwnie sasodei'owa. Ja już serio mam obsesję...&lt;br /&gt;Pominę też oczywisty fakt, że wybrali idealnych aktorów do ról Julka i Cleo. Oboje są ZAJEBIŚCI. I wszystko...wszystko było w nich świetne! Cezar to pantoflarz. Cleo to mocna babka. I tak powinno być, nio!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tyle z mojej fazy...&lt;br /&gt;Co do 'normalniejszych' spraw to przede wszystkim: jestem chora. Męczę się teraz nie tylko psychicznie, ale i fizycznie...eeeextra! A wczoraj poszłam na pierwsze zajęcia z rozszerzonej biologii i było nawet fajnie. Kupię dziś zeszyt i pouczę się jej. I idę dziś (znów) do kina (znów) z Andzielą... Ona albo chce mnie spłukać, albo nie chce mi dać usnąć z nudów. Tak czy inaczej jestem jej wdzięczna __^__ Zawsze będzie troche śmiechu w ciągu dłuuugiego, nudnego dnia!&lt;br /&gt;Możliwe, że niedługo odwiedzi mnie Raician. To nie jest jeszcze pewne, ale nadzieję trzeba mieć! Jakoś tym się stresuję... pewnie dlatego, że tak rzadko ją widuję. Ale cóż, jakoś to będzie.&lt;br /&gt;Byłam wczoraj u nowej szkolnej psycholog i pogadałyśmy sobie z godzinkę. Potrzebowałam tego... W dwóch momentach prawie się przy niej nie poryczłam, ale dzielnie sie powstrzymałam. Jakie to były momenty?&lt;br /&gt;1. Gdy mówiłam jej o tym co zdarzyło się na chemii, gdy to zerwałam się i ledwo wróciłam do domu, a potem wypłakiwałam się matce...&lt;br /&gt;2. Gdy mówiłam jej o Rai. Spytała mnie czy jesteśmy do siebie bardzo przywiązane, a ja jej na to, że nie mam pojęcia co bym zrobiła, gdyby stała jej się krzywda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13h w dwóch szkołach wczoraj spędziłam. Myślałam, że umrę... Ale jeśli dzięki temu mam szansę zdać te jebaną maturę z biologii i być za te kilka lat z Rai, to mogę codziennie tyle siedzieć w szkołach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dziś koniec przynudzań -_- Idę do tego kina, może polepszy mi się humor... (choć wątpie, bo jak zacznę się śmiać na filmie i jeszcze bardziej rozjebie se gardło to jutro nie wstanę z wyrka)</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:17295</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/17295.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=17295"/>
    <title>W strugach deszczu...</title>
    <published>2008-10-01T15:41:42Z</published>
    <updated>2008-10-01T15:41:42Z</updated>
    <lj:music>Farba - W Strugach Deszczu</lj:music>
    <content type="html">Męczę się...strasznie się męczę. Wstrzymuję na siłę łzy, ale to tylko coraz bardziej mnie dobija. I już nie wiem co ze sobą zrobić...&lt;br /&gt;Wszystko mnie już drażni. A szczególnie mój brak zapału i siły do czegokolwiek. Zaczynam coś robić i za chwilę rzucam to w kąt. Padam na kolana i mam ochotę się rozryczeć. Czuję się jakby jakaś czarna rozpacz wisiała nade mną i niszczyła wszystko czego dotknę. W szkole jeszcze jakoś to idzie. Justyna to prawdziwy wybawca. Dzięki niej chociaż w szkole jestem wesoła. Wystarczy, że spojrzę na ten jej 'koci ryjek' i odrazu śmieję się jak głupia. Tzn nie dosłownie 'śmieje się'...raczej leciutko uśmiecham, ale to i tak podobno bardzo rzuca się w oczy. Ostatnio Mareczek zwrócił mi uwagę, że strasznie się zmieniłam! Podobno chodzę jakaś zadowolona, rozpromieniona jak nie ja! A przecież ze mnie to klasowy gbur. Siedze zawsze z boku, nie udzielam się, nie odzywam, nie pomagam...jestem tłem. Ale Justynie się to nie podoba i co chwila mnie zaczepia. Nawet nie wie jak bardzo jestem jej za to wdzięczna...&lt;br /&gt;A gdy wrócę do domu? Tradycyjnie komputer. Tradycyjne zaczepki ojca, przewrażliwione uwagi matki i mój pokój...ten w którym nigdy nie ma słońca...tzn owszem jest, ale tylko do południa, bo potem przez resztę dnia oświetla już tylko salon RODZICÓW i sypialnię RODZICÓW, bo oczywiście RODZICE muszą mieć najbardziej oświetloną część mieszkania dla siebie, a Nuri żyje jak w kanale. Ciągły mrok i brak miejsca na biurku, choćby na zeszyty czy blok... Tak mnie to wkurza, szczególnie, że nie mogę z tym nic zrobić! Nie mam weny...nie dziwne skoro musze najpierw pół godziny kombinować z przestawianiem klawiatury i innych gratów z biurka by móc zmieścić (i to też niecałkiem) kartkę A4! O tablecie nie wspomnę... A prosiłam ich o duże, biurko. Takie, jakie są w biurach. Może i nie byłoby ładne, ale przynajmniej funkcjonalne. Ale oni uparli się na takie... a ja nie mam za grosz asertywności... nie, gdy do 'akcji' wkracza ojciec.&lt;br /&gt;Chce już własne mieszkanie...własny dom. Mój dom... dom w którym nie musiałabym z mocno bijącym sercem cichuteńko otwierać lodówki by nalać sobie soku do szklanki...taki po którym nie bałabym się chodzić i który mogłabym umeblować 'po swojemu'. Taki tylko mój... mogłabym robić w nim co bym chciała, kiedy bym chciała. I mogłabym płakać kiedy tylko zechcę. I nikt by w nim nie krzyczał... ani się nie kłócił...ani nie pił........&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Straciłam wątek. Typowe... Przed chwilą miałam wielkiego doła, a teraz czuje się obojętnie. Za chwilę pewnie będę podskakiwać jak piłka do radosnej muzyki i robić z siebie totalną idiotkę przed lustrem. Będę się śmiać i wydurniać. A potem będę płakała. Bo jestem chora... i choć to strasznie boli i męczy, to nie umiem nad sobą panować. Wszyscy mi mówią żebym spróbowała się czasem 'ugryżć w język', albo pomyśleć zanim coś zrobię. Łatwo im mówić... nie wiedzą jak to jest! Ja działam na żywioł, impusywnie! I nie z własnej chęci czy winy... To jest jak z oddychaniem. Teoretycznie mogę przestać, ale praktycznie nie potrafię... A chciałabym! Chciałabym mieć hamulce, móc stanąć i pomyśleć zanim znów zrobię jakąś głupotę. Ale nie umiem. Bo dla mnie wszystko dzieje się za szybko. W stresujących dla mnie sytuacjach, a teraz właściwie 98% rzeczy mnie stresuje, nie umiem myśleć racjonalnie. I tyle na ten temat. Bo nie mam uż kurde nastroju by znów pierdolić o tym samym w kółko. I tak nikt tego nie czyta...a jeśli czyta to super. Nie robi mi to właściwie różnicy.....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak nikt nie zrozumie. I tak nikt nic nie zmieni. I dlatego to miejsce jest zwykłym dołem w ziemi wykopanym przeze mnie, bym mogła do niego wrzucać wszystkie pierdoły i przemyślenia, a potem zakopywać je i o nich zapominać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nienawidzę mojego BPD...jest kurna zbyt uciążliwe jak dla mnie. Pasuję! Ktoś chce je odkupić? Sprzedam za darmo...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:17058</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/17058.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=17058"/>
    <title>............</title>
    <published>2008-09-29T11:47:43Z</published>
    <updated>2008-09-29T11:47:43Z</updated>
    <lj:music>Elton John - Without Question</lj:music>
    <content type="html">Wiecie, co? Ostatnio, jadąc tramwajem, pomyślałam z lekkim uśmiechem: "Czuje się tak samo jak za czasów, gdy byłam singlem."&lt;br /&gt;Czysta wolność.&lt;br /&gt;Czysta rozpacz.&lt;br /&gt;Neh...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam to tak dobrze. W końcu było to moją codziennością od wielu lat, jeszcze nie tak dawno temu... Słuchałam piosenek o miłości, oglądałam filmy i zdjęcia. Powtarzałam sobie, że jeśli będę cierpliwa i poczekam, to w końcu ktoś mnie znajdzie. Ten ktoś szczególny. Tylko mój... I będzie wtedy właśnie tak jak na tych filmach. Randki, wspólny śmiech i łzy. Wpatrywanie się w gwiazdy, spacery wieczorem po parku, wyznania. Ale nie takie zwykłe "no dobra, kocham cię". Raczej...takie...z serca. Takie, których słucha się w milczeniu i z uśmiechem. Ze łzami szczęścia w oczach.&lt;br /&gt;A potem jest "Ja ciebie też".&lt;br /&gt;A za jakiś czas, zmienia się to w "Tak".&lt;br /&gt;I jest cudnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy to bardzo naiwne? A może to wszystko wina mojej choroby? W końcu BPDowcy mają to do siebie, że szukają idealnej osoby. Takiej, która będzie kochała tylko ich, nigdy nie odejdzie, będzie...poprostu...idealna.&lt;br /&gt;Czasami żałuję, że ideały nie istnieją. Szczególnie z tymi moimi stanami lękowymi. Gdy jutro przeraża mnie do tego stopnia, że mam ochotę się poddać. Gdy problemy mnie przerastają, nawet jeśli istnieją one tylko w mojej głowie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem taka słaba...i bardzo mi to przeszkadza. Nie umiem żyć jak reszta ludzi. Nie moge się nawet porównać do dziecka, bo ono z pewnością dałoby sobie radę z wieloma rzeczami, które dla mnie są przeszkodą nie-do-pokonania. Dlatego lubię porówanie do zwierzątka. Nie dzikiego...tylko zwykłego, domowego zwierzątka. "Pet'a". Takiego, któremu trzeba codziennie nałożyć jedzonko do miseczki. Sprzątać po nim, bawić się, głaskać. A gdy właściciel wychodzi, takie zwierzątko bardzo cierpi. Gdy właściciel znosi nowe zwierzątka, to pierwsze robi się złe i okropne. Zazdrosne. Zranione.&lt;br /&gt;"Po co mu inne zwierzątka? Ja mu już nie wystarczam...?"&lt;br /&gt;Chciałabym być jedynym zwierzątkiem. Jednym, jedynym. Dzięki temu, choć raz w życiu, mogłabym poczuć się dla kogoś szczególna. Jedyna w swoim rodzaju. Taka...niezastąpiona. Czy to wciąż zazdrość? A może desperacja? Boje się ją stracić... Boje się, że kiedyś się mną znudzi, albo pozna kogoś innego. Albo, co gorsza, poprostu odejdzie. Tak nagle. "A ja znów będę dzieckiem, którego nikt nie kochał"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za dużo anime...Za dużo Naru...Nie dość, że co druga rzecz wydaje mi się teraz sasorowa/deidarusiowa to jeszcze cytuje wymyśloną postać w czasie moich emo przemyśleń...eh...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem. Przejdzie mi to. Ale wiem też, że wróci. Dlaczego? Dlaczego zawsze w dołku czepiam się tych samych problemów? Czyżby...to nie były zwykłe 'schizy'? Może coś w tym jest?&lt;br /&gt;Wziełam na siebie ogromną odpowiedzialność i to ona, jak kotwica, ciągnie mnie znów na dno. Nie dość, że znów zaczynam bać się szkoły. Mojej durnej klasy, klasówek, zaliczeń... Do tego doszedł mi stres zajęciami z biologii...że nie podołam, że nie będę nadążać... I jeszcze francuski...nie znam tej kobiety, boje się jej. Tak okropnie się boje... I rodzice, rodzina... Czasem mam wszystkiego kurde dość... Ale to nie wszystko! Jest jeszcze Rai... i do mojego bagażu zmartwień dochodzą jej lęki, jej rodzina, schizy, dołki. Nie mam jej tego za złe, sama się na to pisałam. Zresztą, wiele razy kazała mi się o nia nie martwić. heh, łatwo jej mówić... I teraz jeszcze Justyna... Chcę jej pomóc...chce pomóc wszystkim...i sensei...&lt;br /&gt;Ludzie myślą, że jestem jakaś okropna, bo zmieniłam numer. W końcu musiałam wielu z nich podać nowy. "Żeby nie było". A ja chciałam tylko odpocząć od ich problemów, od ich żyć! Chciałam przez jeden dzień nie musieć wysłuchiwać co im nie pasi, nie musieć słuchać ich pojazdów po mnie. Żebym mogła skupić się w końcu na sobie i coś w swoim życiu ulepszyć.&lt;br /&gt;Dlaczego zupełnie nie olałam internetu? Albo chociaż gg? Mogłam to zrobić! Chciałam... ale...ale ja...potrzebuje chyba pomocy... i nikt nie chce mi jej dać... jeśli nie poproszę, to nikt się nie zainteresuje! Nikt nie zadzwoni, nie pogada. Nie spyta się "Ej, dobrze się czujesz? Może chcesz się wygadać? A może ci w czymś pomóc?". Jasne... A do jebanego Telefonu Zaufania nie można dzwonić z komórki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie radzę sobie...już sobie nie radzę z tym życiem...i nikt mi w tym nie pomaga. Nikt, poza Rai. Ale nawet ona...nawet ona mnie czasem dobija. I wtedy mam już ochote tylko iść i się wieszac. Bo tak byłoby mi kurde łatwiej...niż każdego dnia grać... &lt;br /&gt;"Ah, nudy. A u ciebie? Serio? Ale super! No tak. Rozumiem. Ja też."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym napisać "mam ochotę się pociąć"...ale nie mam takiej ochoty. Jakoś, nie rozumiem czemu, znudziło mi się to. I tak nigdy mi nie pomagało. To był przykry obowiązek.&lt;br /&gt;"Nuri, musisz to zrobić. Pokaż im, że potrzebujesz ich wsparcia. Niech widzą jak ci źle. A do tego blizny...Nuriś...blizny będziesz miała. Lubisz blizny, co nie? Są takie fetyszowe. Weź się potnij, a będziesz miała śliczne, małe blizny i będzie wtedy taka fajna..."&lt;br /&gt;Gdybym miała czas, znów pisałabym pamiętnik. To nieco pomagało... Gdybym miała wenę, znów zajęłabym się rysowaniem. Byle tylko nie myśleć o problemach... Gdybym miała z kim, znów pisałabym fluffy. Żeby chociaż na tym skupić uwagę wieczorami. Gdybym...mogła, to już teraz wyprowadziłabym się do krakowa. Ale nie jestem jeszcze gotowa. Bez kasy, bez pracy i wykształcenia. Nie chcę sama podcinać skrzydeł moim marzeniom, skoro już udało mi sie je wychodować. Ale...mam dość tego cholernego czekania! 18 lat życia bezczynnie czekałam na Rai! Nie chce kolejnych 18 czekać aż będę mogła być z nią szczęśliwa! Chce tego teraz...potrzebuję tego...takiej małej chwili szczęścia...takiej która dodałaby mi sił...takiej powłoki, która chroniłaby mnie przed zajadłymi strzałami losu...albo coś w ten deseń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eh...robie się znów emo...ekstra...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:16741</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/16741.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=16741"/>
    <title>100dniówka...</title>
    <published>2008-09-20T18:32:16Z</published>
    <updated>2008-09-20T18:32:16Z</updated>
    <lj:music>T.Love - Ajrisz</lj:music>
    <content type="html">Czas napisać coś dłuższego, skoro już mam okazję!&lt;br /&gt;Dokładnie 100dni temu Raician spytała mnie o 'chodzenie'... To takie śmieszne jak o tym myślę. Siedziałyśmy wtedy w Łazienkach blisko wody i wymyślałyśmy sasodeice (as usally). Wypaliła z tym pytaniem tak szybko, że aż nie wiedziałam co powiedzieć i zaczęłam się głupio śmiać xD Zawsze śmieję się, gdy jestem zdenerwowana, smutna, zła, zaskoczona czy ucieszona. Bo ja bardzo śmiechowe stworzenie jestem. Ale wracając do tematu...&lt;br /&gt;To już całe 100 dni...ale ten czas szybko minął! Nawet się nie zorientowałam kiedy. A za jeszcze kilka(set) dni będę mieszkała w Krakowie, z moim kochaniem, moją gwiazdeczką... Nie mogę się wręcz doczekać! Jak dziecko odliczające dni do Gwiazdki. Ale tym razem nie chcę żadnych prezentów... Chcę tylko wolności, spokoju i tej jedynej, która zawładnęła całym moim życiem zmieniając typowego emo-kid'a w popieprzoną, ale dziwnie radosną dziewczynę.&lt;br /&gt;HELL YEAH&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prostych słów się boi największy nawet twardziel&lt;br /&gt;Proste słowa z gardła nie chcą wyjść najbardziej&lt;br /&gt;Mówią, że mnie kochasz i że mną nie wzgardzisz&lt;br /&gt;Prawdziwa moja miłość nazywa się...</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:nuri333:16636</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://nuri333.livejournal.com/16636.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://nuri333.livejournal.com/data/atom/?itemid=16636"/>
    <title>For some reason I can't explain...</title>
    <published>2008-09-19T17:32:13Z</published>
    <updated>2008-09-19T17:32:13Z</updated>
    <content type="html">Ostatnio nie mam ani siły, ani czasu na NIC... Chodzę do szkoły, śpię, jem, robię lekcje... Nic poza tym. Niby gadu ciągle włączone, ale gadam tylko z Rai-chan i to też w czasie nauki. Co jakiś czas łapie mnie wena, ale zanim skończę się uczyć i pójde na kompa, do tableta, wena mija i znów się ciskam... Nigdy nie skończe tego ID...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale poza tym: wszystko jest wporzo. Nawet. To aż dziwne o.o&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jutro jest święto, o. 100-dniówka. Ke ke ke...</content>
  </entry>
</feed>
